Przez lata uczył gry na instrumentach dętych w Kędzierzynie-Koźlu i Krapkowicach. Wychował setki uczniów, a niektórzy z nich sami dziś zajmują się muzyką zawodowo. Józef Honczar wspomina swoją pracę, opowiada o wychowankach i zdradza, jak sprawdził, czy jeden z uczniów rzeczywiście ćwiczy w domu.
Od ucznia do nauczyciela
Muzyczna przygoda Józefa Honczara rozpoczęła się w Opolu, gdzie uczęszczał do Państwowej Szkoły Muzycznej. Jego głównym instrumentem była trąbka, ale grał również na tubie i puzonie. Po ukończeniu szkoły służył w wojsku, gdzie nadal miał kontakt z muzyką – występował w orkiestrze. Później rozpoczął pracę jako nauczyciel w szkole muzycznej w Kędzierzynie-Koźlu. Jak wspomina, nie był to wcześniej zaplanowany kierunek kariery.
– Moim głównym zainteresowaniem była trąbka, ale grałem też na innych instrumentach blaszanych – na tubie, a kiedyś również na puzonie. Później była już specjalizacja i każdy musiał się kształcić w konkretnym elemencie, ale trąbka, puzon i tuba były moimi głównymi „konikami”. Zacząłem grać, jak miałem chyba 14 lat, w Opolu, w Państwowej Szkole Muzycznej. Później jeszcze wojsko mnie przygarnęło, więc również byłem w Opolu w orkiestrze, i cały czas miałem kontakt z muzyką. Później uczyłem w Szkole Muzycznej w Kędzierzynie-Koźlu, a następnie w Krapkowicach aż do emerytury – wspomina.
W Kędzierzynie-Koźlu szkoły muzyczne cieszyły się dużym zainteresowaniem. Miasto rozwijało się między innymi dzięki zakładom Azoty, a uczniowie w większości pochodzili z okolicy. W Krapkowicach młodzieży było mniej, dlatego część uczniów dojeżdżała z całego powiatu i okolicznych gmin.
Możliwości dalszego kształcenia na Opolszczyźnie były ograniczone. Osoby chcące rozwijać muzyczne umiejętności na wyższym poziomie często musiały jeździć do Opola lub Nysy. Po drugiej stronie regionu, na Górnym Śląsku, większe ośrodki, takie jak Gliwice, Zabrze czy Katowice, dawały więcej możliwości.
Uczniowie z talentem i bez zapału
Przez lata pracy Józef Honczar spotkał uczniów o różnych charakterach i motywacjach. Niektórzy przychodzili na lekcje z własnej woli i regularnie ćwiczyli. Innych do nauki namawiali lub wręcz zmuszali rodzice.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze