Kiedy pomagał sprzątać dom zniszczony przez powódź, nie spodziewał się, że ta historia będzie miała dalszy ciąg. Po pewnym czasie otrzymał zaproszenie na wesele córki właściciela domu. Dla niego była to jedna z wielu akcji pomocowych. Dla tej rodziny – gest, który zapamiętała na długo. Krzysztof Molfa w rozmowie z Dominiką Bassek mówi o tym, dlaczego pomagać warto bez oczekiwania na podziękowania, co samorząd może zrobić dla mieszkańców i dlaczego przyszłość Zdzieszowic zależy przede wszystkim od tego, czy ludzie będą chcieli tu zostać.
- Zanim został pan radnym i członkiem Zarządu Powiatu, przez lata działał pan społecznie. Kim był pan wtedy dla mieszkańców Zdzieszowic?
- Przede wszystkim byłem i nadal jestem jednym z nich. Zwykłym mieszkańcem Zdzieszowic, któremu trudno przejść obojętnie obok problemów drugiego człowieka. Zanim pojawił się samorząd, przez ponad 30 lat angażowałem się w wolontariat, organizowałem akcje charytatywne i wydarzenia dla dzieci oraz młodzieży. Pomagałem też ludziom znajdującym się w trudnych sytuacjach życiowych. Nie rozpoczynałem tej działalności z myślą, że kiedyś zostanę radnym czy członkiem Zarządu Powiatu. Po prostu widziałem potrzebę zrobienia czegoś dobrego. Zawsze uważałem, że największą siłą lokalnej społeczności są ludzie, którym się chce. Chciałbym, żeby mieszkańcy nadal postrzegali mnie właśnie w ten sposób. Nie przez pryzmat funkcji, ale jako człowieka, do którego można przyjść z problemem, poprosić o pomoc czy wspólnie zorganizować coś wartościowego. Stanowiska są tylko na pewien czas. Relacje, zaufanie i dobro, które pozostawiamy po sobie, mają znacznie większą wartość.
- Pamięta pan moment, w którym pomaganie stało się czymś więcej niż jednorazowym zaangażowaniem?
- Moja przygoda z działalnością społeczną rozpoczęła się ponad 30 lat temu. Jednym z doświadczeń, które szczególnie mnie ukształtowały, była działalność w Stowarzyszeniu Otwarte Serce. Prowadziło ono świetlicę dla dzieci, również tych pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych. Do dziś pamiętam te dzieciaki. Niektórym brakowało nie tylko rzeczy materialnych, ale przede wszystkim zainteresowania, poczucia bezpieczeństwa, ciepła i zwykłej ludzkiej czułości. Potrzebowały dobrego słowa, rozmowy, uśmiechu, a czasami po prostu przytulenia. Wtedy zrozumiałem, że czasami największą pomocą nie są pieniądze ani prezenty, ale obecność drugiego człowieka. Później pojawiły się kolejne inicjatywy: Stowarzyszenie Pszczółka Maja, Szlachetna Paczka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz działalność na rzecz osób z niepełnosprawnościami w Zdzieszowicach. Były koncerty, zbiórki i wydarzenia integracyjne. Każda z tych inicjatyw pokazywała mi inny wymiar pomagania. Nie było jednego momentu, w którym postanowiłem zostać wolontariuszem. Stopniowo odkrywałem, że pomaganie innym daje mi ogromne poczucie sensu. Po ponad 30 latach mogę powiedzieć jedno: wolontariat nie jest już tylko częścią mojego życia. Stał się częścią mnie.
- Łatwo mówić o pomaganiu, trudniej znaleźć na nie czas. Jak przekonać kogoś, kto odpowiada: „Nie mam czasu na wolontariat”?
- Przede wszystkim nie staram się nikogo przekonywać na siłę. Wolontariat musi wypływać z potrzeby serca, a nie z poczucia obowiązku. Często słyszę: „Krzysiek, ja naprawdę nie mam czasu”. Doskonale to rozumiem. Sam wiem, jak trudno pogodzić życie zawodowe, rodzinne i społeczne. Wolontariat nie musi jednak oznaczać poświęcania każdego weekendu czy organizowania wielkich przedsięwzięć. Czasami wystarczą dwie godziny, pomoc przy jednej akcji albo wykorzystanie własnych umiejętności. Najtrudniej namówić kogoś na pierwszy raz. Później, kiedy zobaczy efekty wspólnej pracy i radość ludzi, którym pomógł, często sam pyta, kiedy organizujemy kolejną akcję. W ArcelorMittal Poland miałem okazję współpracować z fantastycznymi ludźmi. Wspólnie realizowaliśmy inicjatywy na rzecz lokalnej społeczności. Takie wydarzenia jak Ninja Battle Run pokazują, ile można osiągnąć, kiedy pracownicy, wolontariusze, partnerzy i lokalne organizacje jednoczą się wokół jednego celu.
- Jedna z pana historii pokazuje, że nawet pojedynczy gest może zostać zapamiętany na lata.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze