Kilkaset dyń, ciągnik, ponadstuletni wóz i karoca – Mini Zoo w Żużeli zamieniło się w jesienną scenerię do rodzinnych zdjęć. Przygotowanie ekspozycji zajęło około dwóch tygodni, a wykorzystane dynie ważą łącznie nawet 2–3 tony.
Fontanna ozdobiona dyniami, dekoracje nawiązujące do jesieni i Halloween oraz miejsca przygotowane do pamiątkowych zdjęć – takie atrakcje czekają na odwiedzających Mini Zoo w Żużeli. Tegoroczna aranżacja jest największą w historii tego miejsca.
– Chcieliśmy stworzyć jesienną dekorację naszej zagrody i urozmaicić to miejsce – mówi Izabela Wilczek, córka właściciela Mini Zoo Żużela. – Zależało nam, aby przyciągnąć odwiedzających w mniej atrakcyjnej wizualnie porze roku, jaką bywa jesień. Pogoda bywa wtedy pochmurna, dlatego taka oprawa dodaje uroku. Dynie co roku kupujemy od naszej zaprzyjaźnionej pani, która je hoduje i to dzięki niej mogliśmy stworzyć tego rodzaju miejsce.
Przygotowania trwały około dwóch tygodni. Rodzina pracowała nad ekspozycją w wolnym czasie, wspólnie planując kolejne elementy.
– Przygotowywaliśmy wszystko systematycznie w wolnym czasie. Powstało kilka scenek, przy których można zrobić zdjęcia. Całość stworzyliśmy wspólnymi, rodzinnymi siłami – dodaje Izabela Wilczek.
Pomysły rodzą się przy rodzinnym stole
Autorzy aranżacji postanowili wykorzystać elementy, które już znajdowały się na terenie zagrody. Dzięki temu wśród dyniowych dekoracji pojawiły się nie tylko klasyczne ozdoby, lecz także sprzęty i pojazdy.
– Mając do dyspozycji ciągnik oraz ponadstuletni wóz na drewnianych kołach, grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Mamy też sanie oraz bryczkę wykonaną przez zięcia. Pomysły rodzą się wspólnie podczas rodzinnych posiłków – każdy doda coś od siebie, podpatrzy i tak powoli powstaje cała koncepcja – mówi Norbert Janik, właściciel Mini Zoo Żużela.
Jednym z nowych elementów jest karoca. Pomysł wyszedł od Izabeli Wilczek, a wykonaniem zajął się jej mąż.
– Jeden odpowiada za pomysły, drugi za ich realizację i tak wspólnie dopracowujemy szczegóły. Część inspiracji czerpiemy z amerykańskich farm dyniowych, gdzie tego typu miejsca są niezwykle popularne, jednak większość to nasze autorskie pomysły – mówi Izabela Wilczek.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze