Są ludzie, dla których rower to tylko środek transportu. I są tacy, dla których staje się on całym życiem. Adrian Kosubek z Choruli zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Od blisko siedmiu lat kolarstwo jest jego największą pasją, a w ostatnim czasie udało mu się zrealizować marzenie, o którym wielu może tylko pomarzyć – wziął udział w prestiżowym ultramaratonie kolarskim Bałtyk-Bieszczady Tour 2026.
Adrian od zawsze był miłośnikiem sportu. Jak sam przyznaje, zaczynał od piłki nożnej, którą do dziś darzy wielkim sentymentem. Jednak wszystko zmieniło się, gdy koledzy z pracy namówili go na rower.
– Moją przygodę z kolarstwem zacząłem blisko siedem lat temu – opowiada Adrian Kosubek. – Wtedy wsiadłem na zwykły rower górski. Zacząłem jeździć sam, spodobało mi się i tak się to zaczęło rozwijać.
Ważną postacią w jego kolarskiej drodze okazał się były nauczyciel informatyki, również zapalony rowerzysta. To on pokonywał trasy liczące po 200 kilometrów, na przykład do Katowic. Adrian szybko złapał bakcyla i poszedł w jego ślady.
– Po kilkadziesiąt, potem sto, a później już kilkaset kilometrów – precyzuje. – Jedna z dłuższych tras liczyła 500 kilometrów.
Apetyt rośnie w miarę… pedałowania
Jak to mówią – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Adrian zaczął pokonywać coraz dłuższe trasy i wykonywać bardziej wymagające treningi. Wszystko po to, by spełnić swoje największe marzenie – wziąć udział w zawodach Bałtyk-Bieszczady Tour.
Czym właściwie jest BBT? To prestiżowy, długodystansowy ultramaraton kolarski, w którym uczestnicy pokonują trasę o długości ponad 1000 kilometrów bez podziału na etapy. Trasa prowadzi w poprzek Polski – z północy na południe, tradycyjnie z rejonu polskiego wybrzeża (Wolin, Świnoujście) w Bieszczady (Ustrzyki Górne). Co istotne, jazda odbywa się non-stop – czas na sen i odpoczynek wliczany jest do ogólnego czasu przejazdu. Limit czasu zależy od wybranej trasy startowej i wynosi zazwyczaj od 58 do 72 godzin.
– W ciągu tej trasy organizatorzy przygotowali punkty kontrolne – mówi Adrian. – Każdy uczestnik dostaje nawigator GPS i rusza w trasę.
300 zawodników, tysiące kilometrów i jedno marzenie
W tegorocznej edycji udział wzięło blisko 300 zawodników. Adrian jednak podkreśla, że w jego przypadku nie chodziło o rywalizację, lecz o sprawdzenie się na trasie. I udało się, choć momentami nie było łatwo.
– Były kryzysy, było zmęczenie, czasami trzeba było na chwilę się zatrzymać, na jakimś przystanku autobusowym, odsapnąć, zdrzemnąć się i ruszyć dalej – wyjaśnia pasjonat kolarstwa.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze