Po raz kolejny wraca głośna sprawa nocnych „rajdów” w Krapkowicach. Okazuje się, że problem dotyczy nie tylko ulicy Prudnickiej, ale także Wyzwolenia. Mieszkańcy tamtych okolic skarżą się na hałas i obawiają się o bezpieczeństwo dzieci.
Po tym jak nagłośniliśmy sprawę dzikich „rajdów” na ulicy Prudnickiej, do naszej redakcji dotarło wiele głosów i uwag związanych z bezpieczeństwem na drogach w Krapkowicach. Zgłaszali się mieszkańcy, a radni podjęli temat na obradach komisji, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze „Tygodnika Krapkowickiego”. Ale to nie koniec – w ubiegłym tygodniu zgłosił się kolejny mieszkaniec miasta, tym razem z ulicy Wyzwolenia.
– Kierowcy urządzają sobie dzikie „rajdy” na ulicy Wyzwolenia w okolicy hotelu robotniczego – podkreśla interweniujący (dane do wiadomości redakcji). – To, co tam się wyprawia, woła o pomstę do nieba. Na tej drodze obowiązuje strefa zamieszkania, więc powinno się tam jeździć z prędkością 20 km/h. Tymczasem niektórzy rozpędzają się do 80 km/h i aż strach wyjść na ulicę.
Mieszkaniec zwraca uwagę, że kierowcy szarżują rano, gdy wyjeżdżają do pracy, ale także późnymi wieczorami i w weekendy. W pobliżu znajduje się bardzo wąski chodnik, co dodatkowo ogranicza bezpieczeństwo pieszych.
– A tamtędy chodzą dzieci – dodaje czytelnik. – Na szczęście nie doszło tam jeszcze do żadnej tragedii i oby tak zostało, ale ktoś powinien się tym problemem zająć. Zdarza się, że przejedzie tamtędy patrol policji, ale to stanowczo za mało. Tam powinien stanąć radiowóz na dłużej i obserwować.
Mieszkaniec podkreśla, że na problemy związane z hałasem i rajdami drogowymi skarżą się również sąsiedzi, którzy mają tego wyraźnie dość. Mamy nadzieję, że odpowiednie służby zajmą się tym problemem. Chodzi przecież o nasze wspólne bezpieczeństwo.


Napisz komentarz
Komentarze