Walecka sala gimnastyczna pękała w szwach za sprawą kibiców męskiej siatkówki. Wszystko za sprawą meczu miejscowego SPS-u z pierwszoligową Stalą Nysa w ramach rozgrywek Pucharu Polski. Sportowego cudu nie było, ale gospodarze pokazali kilka ciekawych akcji. Było też coś znacznie ważniejszego – wielkie siatkarskie święto i promocja siatkówki.
Dla gospodarzy, na co dzień rywalizujących amatorsko w III lidze opolskiej, był to wyjątkowy dzień, bo okazja by zmierzyć się z zawodowcami nie zdarza się zbyt często. Dla gospodarzy nie był to jednak pierwszy taki pucharowy wieczór. Rok temu Walczanie również mieli okazję gościć pierwszoligowca – wtedy ich przeciwnikiem był zespół z Będzina. Tym razem los sprawił, że do wioski spod Krapkowic przyjechała Stal Nysa. I od razu zrobiło się ciekawiej, bo kibiców czekała nie lada gratka w postaci derbów Opolszczyzny. Trudno było o lepszą okazję, by pokazać, że siatkówka w mniejszych miejscowościach też ma się dobrze lub po prostu istnieje. Dla zawodników z Walec możliwość rywalizowania z graczami takiej marki była sama w sobie wyjątkowym przeżyciem. W kadrze nyskiej drużyny znaleźli się m.in. mający wiele sezonów za sobą na Plus Ligowych parkietach Michał Kozłowski, czy serbski atakujący Bozidar Vucicević, którego 205 centymetrów wzrostu robiło wrażenie już podczas rozgrzewki. Największą postacią tego siatkarskiego wieczoru, i nie chodzi tu bynajmniej o wzrost, był człowiek stojący przy ławce gości, czyli trener Mark Lebediew. Australijczyk z polskim paszportem to szkoleniowiec doskonale znany w świecie siatkówki. W przeszłości pracował w Plus Lidze prowadząc m.in. Jastrzębski Węgiel i Aluron CMC Wartę Zawiercie, a na międzynarodowej scenie m.in. niemieckie VfB Friedrichshafen czy Recycling Volleys Berlin.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze