– Arturze, pamiętasz moment, w którym poczułeś, że scena to Twoje miejsce?
- Tak, miałem wtedy 6 lat. Pierwszy raz wystąpiłem na konkursie piosenki międzynarodowej z utworem po niemiecku. To była zasługa mojej nauczycielki języka niemieckiego, Anny Molendy, która namówiła mnie do udziału. Wygrałem pierwsze miejsce i od tamtej pory wiedziałem, że chcę śpiewać.
– Czyli zaczęło się od języka niemieckiego, ale nie tylko on jest obecny w Twoim repertuarze?
- Dokładnie. W przedszkolu śpiewałem polskie piosenki, później przyszły występy szkolne – na Dniu Babci, Dziadka czy różnych uroczystościach. Potem zaczęły się festyny we wsi, gminne konkursy, aż w końcu pojawiły się zaproszenia z sąsiednich miejscowości. W tym roku mam tak naprawdę pierwszą prawdziwą trasę koncertową – część wakacji spędziłem na scenie.
– Masz dopiero 15 lat, a Twoje zainteresowania są bardzo różnorodne. Szkoła muzyczna, zawodówka, DJ-ka… Jak to wszystko godzisz?
- We wrześniu rozpoczynam naukę w szkole zawodowej na kierunku kucharz – zawsze chciałem nim być. Poza tym gram na perkusji w szkole muzycznej, teraz jestem na trzecim roku i za rok skończę. Do tego dochodzi śpiew i odtwarzanie muzyki jako DJ. Trochę tego jest, ale jakoś daję radę.
– Widziałam Cię na scenie – nie tylko śpiewasz, ale i bawisz się z publicznością. Skąd ta odwaga?
- Może z charakteru (śmiech). Nigdy nie bałem się ludzi. Zauważyłem, że kiedy śpiewam, inni się dobrze bawią – i to mnie napędza. Ale nie ma co ukrywać, stres jest ogromny. Przed występem mam zawsze tremę, tylko że ona mija, kiedy już wejdę na scenę i zobaczę uśmiechy ludzi. Wtedy wszystko puszcza.
– Masz jakieś sposoby na radzenie sobie ze stresem?
Zanim skomentujesz przeczytaj całość w aktualnym wydaniu Tygodnika Krapkowickiego z 26 sierpnia - e-wydanie dostępne tutaj.
Napisz komentarz
Komentarze