– Panie Pawle, co Pana najbardziej zafascynowało w zegarmistrzostwie, kiedy zaczynał Pan swoją przygodę z tym zawodem?
- Zafascynował mnie sam mechanizm zegara – to, że potrafi zliczać upływający czas. Chciałem zrozumieć, jak to działa. Wbrew pozorom, mechanizm zegara dosłownie żyje. W środku kryje się coś w rodzaju duszy – tajemnicy, którą zegarmistrz musi odkryć, żeby zegar znów zaczął bić.
– Wspomniał Pan o duszy zegara. Czy naprawdę Pan w nią wierzy?
- Nie mam możliwości zobaczyć jej dosłownie, ale wielu moich klientów opowiadało o sytuacjach, które trudno wytłumaczyć. Zdarzało się, że zegar przestawał działać dokładnie w chwili śmierci jego właściciela. Potem, po wyczyszczeniu, znów ruszał. Przypadek? Może. Ale coś w tym jest – może jakieś uniwersum, które łączy nas z czasem.
– Dziś, w dobie smartwatchy i elektroniki, wciąż znajdują się ludzie, którzy oddają do naprawy stare zegarki? Jeśli tak, to dlaczego?
- Bo w tych zegarach jest coś, czego nie da się przeliczyć na piksele i megaherce. Dusza. Elektroniczny zegarek też „żyje”, ale inaczej. Mechaniczny czasomierz ma w sobie coś ludzkiego – bije swoim rytmem, jak serce. Poza tym, dla wielu to pamiątki rodzinne, do których ludzie mają sentyment i czują do nich przywiązanie. Zdarza się, że naprawiam zegarki, które mają ponad sto lat.
– Wspominał Pan, że niektóre naprawy to prawdziwe wyzwanie. Pamięta Pan jakiś szczególny przypadek?
- O, tak. To było wiele lat temu. Trafił do mnie zegarek z ponad stuletnim kalendarzem mechanicznym – rozróżniał lata przestępne! Brakowało części, więc musiałem je dorabiać ręcznie, we współpracy z innymi zegarmistrzami. Najwyższa szkoła jazdy. Ale udało się – zegarek działa do dziś.
– Odnoszę wrażenie, że coraz mniej jest dziś punktów, gdzie można naprawić zegarek. Czy czas oczekiwania na realizację takiej usługi jest obecnie przez to dłuższy niż dawniej?
Zanim skomentujesz przeczytaj całość w aktualnym wydaniu Tygodnika Krapkowickiego z 28 października - E-WYDANIE dostępne tutaj.


Napisz komentarz
Komentarze