Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 stycznia 2026 05:43
Przeczytaj:
Reklama https://www.bskrapkowice.pl/klienci-indywidualni/kredyty/kredyt-gotowkowy
Reklama https://www.instagram.com/pani.prowadzaca/

Pasja w przestworzach

Rozmawiamy z Pawłem Wienckiem, motoparalotniarzem, który opowiada o swojej pasji do latania. W wywiadzie dowiadujemy się, jak wygląda typowy dzień treningowy, jakie umiejętności są kluczowe dla każdego paralotniarza oraz jakie emocje towarzyszą mu w trakcie lotu.
Pasja w przestworzach

Autor: archiwum prywatne

Z Pawłem Wienckiem, motoparalotniarzem o jego pasji rozmawia Aleksander Gawlica.

- Jak wygląda typowy dzień treningowy motoparalotniarza? Jakie przygotowania są niezbędne przed lotem?

- Najlepszym przyjacielem każdego paralotniarza czy motoparalotniarza jest aplikacja, która informuje o pogodzie.  Przygotowania do lotu zaczyna się przede wszystkim od tego, by sprawdzić jakie warunki atmosferyczne będą panowały w dniu lotu. Najbardziej pomaga nam brak wiatru.  Wtedy umawiam się z kolegami, jedziemy w odpowiednie miejsce( trawa nie może być za wysoka), przygotowujemy sprzęt. Każda śrubka musi być dobrze dokręcona, wszystko odpowiednio sprawdzone. Potem startujemy, zazwyczaj przed zmierzchem. Za dnia pojawią się kominy termiczne, które mogą być dla nas niebezpieczne.

- Jakie są najważniejsze umiejętności, które powinien opanować każdy początkujący paralotniarz?

- Koncentracja jest kluczem do sukcesu w locie. Oczywiście, nie możesz też dać się pokonać stresowi. Musisz wrzucić na luz i cieszyć się lotem, jednocześnie mając oczy szeroko otwarte. Trochę to trudne, ale, jak to mówią, trening czyni mistrza. Lecimy zazwyczaj w grupach trzyosobowych i porozumiewamy się poprzez krótkofalówki. W razie niebezpieczeństwa koledzy mogą podrzucić cenną informacją. Tak czy siak, jesteś niestety skazany na siebie, gdy dojdzie do awarii. 

- Jakie emocje towarzyszą Ci podczas lotu?

- Trudno to opisać, ale  nasuwa mi się słowo – spokój. Błogi, niczym nieprzerwany spokój. Lot jest formą relaksu, odpoczynku. Jesteś w miejscu, w którym nie jest dane być każdemu. Obserwujesz ten świat. Wraz z oderwaniem się od ziemi, odcinam się od problemów. Czasem pojawia się oczywiście stres, ale im więcej się lata, tym częściej ten stres zanika. Dodałbym do tego odwagę, ja do najodważniejszych nie należę, a co zabawne, mam lęk wysokości i na drabinę nie wejdę.  Myślę, że widoki w pewien sposób wpływają na psychikę i nie boję się być w powietrzu.

- Co było najpiękniejszym widokiem, jaki zobaczyłeś podczas lotu?

- Jak już wspominałem, widoki są piękne, każde. Wszystko, co podziwiam z góry jest warte uchwycenia, dlatego czasem wrzucam zdjęcia z lotu do mediów społecznościowych, żeby się pochwalić. Lecąc, patrzysz na konstrukcję świata, to jak jest złożony. 

- A taki jeden widok, coś co zapadło Ci w pamięci.

- Przypomina mi się mój zeszłoroczny lot ponad chmurami, 1300 m nad ziemią. Pamiętam moment wlotu w obłoki, nic nie widziałem! Mleko! I nagle, gdy wyłoniłem się z chmur poczułem magię momentu. Wszystko ucichło, było pięknie. Na dole był Mordor, a tam, na górze....klasa. Kraina, jak z marzeń. 

- Jakie są największe wyzwania, przed którymi staje paralotniarz podczas długiego lotu?

- Start i lądowanie. Trzeba dobrze ułożyć skrzydło, bo nie raz zdarzyło się, że nie wystartowałem, ponieważ uszkodziłem skrzydło. Największe straty są zazwyczaj w sprzęcie. Nie raz połamałem skrzydło i wtedy jest po lataniu. Co do lądowania, to mam problemy, moi znajomi lądują z gracją baletnicy, ja zazwyczaj ląduję na kolanach. Sztuka tkwi w wyczuciu momentu, gdy leci się w dół i przygotowuje się do lądowania. Ma się wrażenie, że zaraz uderzy się w ziemię, ale tak nie jest. Ja jednak zawsze dam się nabrać i za szybko pociągnę za liny hamulcowe…no i ląduję na kolanach. Moi towarzysze swego czasu obstawiali jak wyląduję. Wiadomo, która strona zakładu wygrała. Trzeba mieć też z tyłu głowy fakt, że w każdej chwili możesz mieć awaryjne lądowanie, więc staramy się nie latać bezpośrednio nad lasami czy nad dużym obszarem wodnym.

- Jakie były najtrudniejsze warunki pogodowe, w jakich latałeś, i jak sobie z nimi poradziłeś? 

- Nigdy nie leciałem rano, ale wiem, że problemy często pojawiają się, kiedy lot zaplanowany jest na tę porę dnia. Wtedy pojawiają się prądy nośne i zaczynają się turbulencje; cała maszyna się trzęsie, co nie jest fajne. Znam też przypadek, w którym podczas lotu zaczął padać deszcz i pilot został zmuszony lądować awaryjnie. Jednak są to sytuacje, których można uniknąć i wtedy winę za takie lądowanie ponosi pilot, ponieważ nie sprawdził pogody. Trzeba być dobrym obserwatorem pogody, patrzeć jak formują się chmury, być gotowym na wszystkie ewentualności.

- Czy zdarzyło Ci się spotkać dzikie zwierzęta w powietrzu? Jakie to były spotkania?

- Były to przyjemne spotkania. Obserwuje się ptaki; często widujemy żurawie i staramy się je omijać. Nasze wysokości są nie zawsze osiągalne dla ptaków. Ich widok jest czymś nie do opisania, zdajesz sobie sprawę, że jesteś w pewnym sensie jak one, widzisz świat takim, jakim ptaki je widzą. Muszę przyznać, że częściej spotykamy się z samolotami. 

- Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek wylądować w niespodziewanym miejscu? Jak wyglądało to doświadczenie?

- Raz mi się zdarzyło, że po wystartowaniu zgasł silnik. To był jeden z moich pierwszych lotów i nie ukrywam, że pojawił się stres.  Z dołu obserwował mnie mój nauczyciel, który uczył mnie latać i pamiętam jego święte ,,nie panikuj”. No i wylądowałem na łące. Lądowania w niespodziewanych miejscach raczej mi się nie zdarzają, powoli wypracowuję sobie styl lądowania. Przed zejściem na ziemię, wychodzę na dużą wysokość, wyłączam silnik, robię to dla bezpieczeństwa, i powoli staram się wycelować w odpowiednie miejsce. Łąka może być ogromna, ale jak już wspominałem, często ląduję na kolanach, od dwóch lat jest progres. Zdarzają się twarde lądowania, ale na nogi. Kiedyś wylądowałem prosto w kałuży, przy ogromnej łące, na której było bardzo dużo miejsca. Kolega wylądował kiedyś w pokrzywach. Śmialiśmy się do rozpuku. 

Zanim skomentujesz przeczytaj całość w aktualnym wydaniu Tygodnika Krapkowickiego z 27 sierpnia - e-wydanie dostępne tutaj.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamahttps://helios.pl/kedzierzyn-kozle/kino-helios/repertuar
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: JanTreść komentarza: Jedno godne drugiego i trzeciej. Wraz ze śmiertelnym finałem sprawy, na osiedlu zapanował spokój i wytchnienie... Chyba nie jest tajemnicą, że nikt z jego sąsiadów (tych bliższych i dalszych) za denatem nie płacze.Data dodania komentarza: 22.01.2026, 15:21Źródło komentarza: Ruszył proces w sprawie głośnego zabójstwa w Krapkowicach. Oskarżonemu grozi dożywocieAutor komentarza: PatiTreść komentarza: Tymczasem w Gogolinie już ogłosili Lato z RMF Maxxx. A w Krapkowicach co ? Dni Krapkowic na polu zalewowym i Oktoberfest w przestarzałej hali ? x DData dodania komentarza: 22.01.2026, 12:30Źródło komentarza: Rozmowy trwają. Są kolejne ruchy w sprawie połączeń Opole–Krapkowice-OpoleAutor komentarza: MuminekTreść komentarza: Odbudujcie sobie w Gogolinie i Krapkowicach połączenie kolejwe które wspólnie z samorządem naszego województwa zaoraliścieData dodania komentarza: 21.01.2026, 11:47Źródło komentarza: Niebawem przetargAutor komentarza: totcomplusTreść komentarza: Nie tylko Krapkowice ale i Gogolin powinny sobie podać rękę. Zamiast jako powiat dbać o dobro systemu, to dbają ale o swoje kieszenie. Już od dawna nie potrafią dojść do porozumienia właśnie w temacie autobusów. Po co przepłacać i utrzymywać strzeleckie skoro były nasze? Teraz nie ma już prawie nic. W Gogolinie powstało centrum przesiadkowe tylko kto się tam przesiada? Gdyby nie PKP to z PKS -em lipa straszna. A na centrum parking wykorzystuje CUP , Domu Kultury i biblioteka gminna;( Zarówno rządcowscy z Krapkowic jak i Gogolina już lata temu powinni wziąć sprawy w swoje ręce ale po co się przemęczać? Może różnice w poglądach politycznych? Nadmienię ,że korzystanie z usług strzeleckich generuje straszne koszty w dojazdach ale kto się nad tym pokłonił? Nikt! Dorośli, młodzież czy dzieci dojeżdżające do szkół gogolińskich czy krapkowickich płacą krocie za bilety co wynika z odcina trasy jaką ma do przebycia autobus. Po za tym rozkład jazdy tych autobusów. Nie są one dostępne dla ludzi w żadnym wypadku. Rano do pracy bez auta ani rusz. A tak być nie powinno!! Zastanówcie się co robicie, bo jesteśmy daleko za murzynami z rozwojem komunikacyjnym:PData dodania komentarza: 20.01.2026, 09:39Źródło komentarza: PKS drastycznie ogranicza połączenia z Opola do KrapkowicAutor komentarza: PierreTreść komentarza: Dno i kilometry mułu. Niedługo wszyscy z tego zaścia***a wyjadą a ostatni zgasi światło. Wymiera lokalna kultura, wyrzuca się zespoły rockowe z KDK na bruk (pierwszy raz w historii WOŚP będzie bez rockowego grania, ewenement a przecież hasło tej imprezy to rock and roll), gołębie odchody na ry***u i popękane zasyfione płyty chodnikowe, wykluczenie komunikacyjne i zamykające się biznesy. Kto mądrzejszy to stąd wyjeżdża i nie dziwi mnie to. Mieszkańcy tak bardzo chcieli Kasiury to mają. Zaraz może kolejne sklepy zamkną i resztkę autobusów polikwidują. Ta władza uwstecznia miasto i degraduje je do roli większej rozległej wioski z zapyziałym placem betonowym nad Odrą. Już teraz można odnieść wrażenie że stolicą powiatu jest Gogolin. Czysto, z dojazdem do Opola pociągiem, dużo więcej imprez się organizuje (w tym lato z RMF, Sylwester, dyskoteka z Park FM), jest nowoczesny basen ze strefą Gastro. Niebo a ziemia. Brawo panie Kasiura tak zajechać miasto to wybitne osiągnięcie. Ale za to będzie most którym szybciej będzie można wyjechać z Krapkowic co tylko ułatwi to następnym mieszkańcom.Data dodania komentarza: 19.01.2026, 11:49Źródło komentarza: Rozmowy trwają. Są kolejne ruchy w sprawie połączeń Opole–Krapkowice-OpoleAutor komentarza: DzikiTreść komentarza: Dziki dzikData dodania komentarza: 19.01.2026, 06:29Źródło komentarza: Po pierwszym etapie modernizacji
Reklama
Reklama