Czujki dymu i czadu od 2030 roku staną się obowiązkowe w całej Polsce. Nowe przepisy budzą jednak wiele pytań, a w powiecie krapkowickim mamy kłopotliwy problem: tysiące mieszkań wyposażonych w gazowe podgrzewacze typu „junkers” w łazienkach, gdzie większość czujek po prostu nie może być montowana. Jak do nowych wymogów przygotowują się nasze spółdzielnie? Kto zapłaci za zakup i montaż? I dlaczego zarządcy nieruchomości mówią o „ogromnej skali przedsięwzięcia”?
Wyjaśnijmy, że wprowadzenie obowiązku montażu czujek dymu i czadu wynika z rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 21 listopada 2024 roku. To ono rozpoczęło stopniowe zmiany w przepisach przeciwpożarowych dotyczących budynków mieszkalnych i innych obiektów.
Już od 23 grudnia 2024 roku nowe mieszkania muszą być wyposażone w co najmniej jedną czujkę dymu. Podobny wymóg dotyczy także nowych obiektów noclegowych. W pomieszczeniach, gdzie wykorzystywane są urządzenia spalające paliwo - gaz, węgiel czy inne - trzeba dodatkowo montować czujniki tlenku węgla.
Kolejny etap zmian wejdzie w życie 30 czerwca 2026 roku. Od tego momentu obowiązek obejmie również istniejące już miejsca świadczące usługi hotelarskie. Najbardziej odczuwalna zmiana nastąpi jednak 1 stycznia 2030 roku. Wtedy przepisy obejmą także wszystkie lokale mieszkalne użytkowane przed wprowadzeniem regulacji. Analogiczne regulacje obejmą również pomieszczenia, w których odbywa się spalanie paliwa stałego, ciekłego lub gazowego, oddane do użytkowania przed końcem 2025 roku.
W praktyce zmiany są rozłożone w czasie, aby właściciele i zarządcy nieruchomości mogli się do nich przygotować. Docelowo mają one jednak zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców i ograniczyć ryzyko zatruć oraz pożarów w budynkach.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze