Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 stycznia 2026 00:23
Przeczytaj:
Reklama
Reklama Senator RP Beniamin Godyla

Rośliny niosące śmierć

Rośliny to szeroka grupa organizmów licząca kilkaset tysięcy gatunków. Opanowały wszystkie środowiska życia i występują zarówno w wodzie jak i na lądzie. Bez obecności roślin w środowisku nie byłoby możliwe życie na Ziemi – w końcu organizmy te produkują tlen, który jest pierwiastkiem życia. Oprócz tego rośliny są ważną bazą pokarmową dla niezliczonej ilości organizmów żywych, w tym również dla człowieka. Jak to możliwe, że większość znanych nam roślin jest dla człowieka nieszkodliwa, a wręcz stanowi bazę pokarmową jego diety, podczas gdy inne stanowią śmiertelne zagrożenie?
Rośliny niosące śmierć
Bylica piołun Artemisia absinthium to roślina o wielu twarzach jednak w nadmiarze może być trująca.

O ewolucyjnej samoobronie roślin
Z perspektywy zwierząt wydaje się, że rośliny to organizmy nieruchome i bezbronne. To złudzenie! Chociaż nie mogą przenieść się z miejsca na miejsce tak jak zwierzęta, są mistrzami w subtelnym, dynamicznym dostosowywaniu się do otoczenia. Za wszystkim stoi ewolucja i mechanizmy obronne. Rośliny wykazują szereg ruchów zwanych tropizmami (ruchy kierunkowe, np. wygięcie w stronę światła, czyli fototropizm jak u słonecznika) oraz nastiami (ruchy niezależne od kierunku bodźca, jak zamykanie liści na noc czy w reakcji na dotyk, co wspaniale widać u egzotycznej mimozy). Potrafią także „podróżować” na duże odległości dzięki sprytnym nasionom, które są przenoszone przez wiatr, wodę czy zwierzęta, szukając korzystniejszych warunków do rozwoju. Rośliny w toku ewolucji wykształciły również szereg przystosowań anatomicznych i morfologicznych do odstraszania roślinożerców. Ich pierwszą, fizyczną linią obrony jest szereg twardych, kłujących struktur, które mają tylko jeden cel: zadać ból i natychmiast zniechęcić roślinożercę do konsumpcji. W polskiej przyrodzie spotykamy te mechaniczne adaptacje w różnych formach. Najczęściej są to kolce – łatwe do oderwania wytwory naskórka, które nie mają własnych wiązek przewodzących, obecne na przykład u róży dzikiej czy jeżyny. O wiele groźniejsze i trwalsze są ciernie, które stanowią przekształcone organy, takie jak pędy (jak u śliwy tarniny) lub liście (jak u berberysu zwyczajnego). Są one silnie zrośnięte z rośliną i często wzmocnione drewnem, co czyni je trudną do sforsowania barierą. Ciernie tarniny mają nawet swoje makabryczne zastosowanie w naturze: drapieżne dzierzby wykorzystują je jako haki do nabijania swoich ofiar, tworząc swoiste, przerażające „spiżarnie”. Mechaniczny arsenał dopełniają mikroskopijne, ale wysoce skuteczne włoski parzące, doskonale znane u pokrzywy (Urtica dioica). Działają one jak miniaturowe ampułki wypełnione drażniącymi substancjami (m.in. kwasem mrówkowym). Kiedy zwierzę lub człowiek dotknie pokrzywy, włoski łamią się, wstrzykując ciecz, co wywołuje natychmiastowy, piekący ból. Te twarde i kłujące elementy, wraz z grubą i woskowaną skórką (kutykulą), stanowią zaporę, która ma skutecznie zniechęcić do konsumpcji, zanim do akcji wejdą wewnętrzne trucizny. Mimo tych adaptacji, niezdolność do ucieczki pozostaje kluczowym ograniczeniem. Dlatego rośliny, zamiast uciekać przed roślinożercami, nauczyły się ich odstraszać. W toku ewolucji wytworzyły imponujący arsenał chemiczny – wyspecjalizowane związki, które mają zniechęcić lub zaszkodzić intruzom. Jedną z najważniejszych grup tych „chemicznych tarcz” są alkaloidy. To toksyczne dla wielu organizmów substancje, gromadzone w specjalnych strukturach wewnątrz komórek. Ich siła jest na tyle duża, że małe dawki alkaloidów znalazły zastosowanie w medycynie – znane są nam jako morfina, chinina czy kolchicyna. Nawet kofeina w naszej codziennej kawie, nikotyna w tytoniu czy kokaina to alkaloidy. Z punktu widzenia rośliny, związki te są jednak przede wszystkim bronią chemiczną. Te naturalne trucizny chronią rośliny przed zjedzeniem, ale jednocześnie stanowią potężne zagrożenie dla zwierząt, które z ciekawością próbują nowych smaków oraz dla człowieka. Uznanie właściwości tych roślin to pierwszy krok do bezpiecznego cieszenia się przyrodą.

Barszcz Sosnowskiego – roślina o wielkich ambicjach
Aż trudno uwierzyć, że ten inwazyjny gigant, który w okresie letnim co rusz trafia na czołówki wiadomości z powodu drastycznych poparzeń, został sprowadzony do Polski celowo. Barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi) to gatunek pochodzący z regionu Kaukazu. Sprowadzono go do środkowej i wschodniej części Europy z nadzieją, że dzięki jego szybkiemu wzrostowi stanie się wydajnym źródłem paszy dla zwierząt gospodarskich. Niestety, jego ambicje okazały się zbyt duże. Roślina ta rośnie w iście ekspresowym tempie, osiągając nawet 5 metrów wysokości w ciągu jednego sezonu wegetacyjnego, z łodygami o grubości do 12 cm i liśćmi przekraczającymi 1,5 metra. Choć często bywa mylony z nieszkodliwym koprem ze względu na białe, duże baldachy kwiatostanów, to właśnie w tych imponujących rozmiarach i charakterystycznych granatowych plamach na łodygach kryje się śmiertelne zagrożenie. Barszcz produkuje substancje toksyczne zwane furanokumarynami. Związki te mają działanie fototoksyczne, co oznacza, że w kontakcie ze skórą dramatycznie zwiększają jej wrażliwość na promieniowanie słoneczne. Nawet niewielka ekspozycja na słońce po kontakcie z rośliną prowadzi do powstania bolesnych ran oparzeniowych (nawet II i III stopnia). Toksyny te są obecne zarówno we włoskach pokrywających łodygi i liście, jak i w olejkach eterycznych, które barszcz wydziela do atmosfery. Obecność tych silnych toksyn w lotnych olejkach sprawia, że zagrożeniem jest nie tylko bezpośredni kontakt, ale samo przebywanie w bliskiej okolicy barszczu Sosnowskiego. Zasięg działania tych parujących substancji wynosi nawet kilkanaście metrów, dlatego podchodzenie do niego bez odpowiedniego zabezpieczenia oczu, dróg oddechowych i skóry jest skrajnie niebezpieczne. Jeśli zauważysz tę roślinę w swojej okolicy, nigdy nie próbuj jej usuwać samodzielnie. Należy niezwłocznie powiadomić odpowiednie służby – urzędy gminne lub służby ochrony środowiska – które zajmą się fachowym i bezpiecznym usunięciem tego inwazyjnego chwastu.

Niesympatyczny starzec jakubek 
Starzec jakubek (Jacobaea vulgaris), choć brzmi sympatycznie, jest rośliną wyjątkowo podstępną, która doskonale kamufluje się w naszym otoczeniu. Ten gatunek jest bardzo podobny do zupełnie nieszkodliwego, a nawet jadalnego mniszka lekarskiego, co czyni go szczególnie niebezpiecznym dla nieuważnych. Starzec jakubek jest rośliną trującą, która stanowi poważne zagrożenie przede wszystkim dla zwierząt hodowlanych, zwłaszcza koni i królików. Jej przebiegłość polega na tym, że jest toksyczna w każdej formie: jako świeża roślina, zwiędła, a nawet wysuszona w sianie. Starzec zawiera alkaloidy pirolizydynowe, które działają jako kumulująca się trucizna – stopniowo i nieodwracalnie niszcząc wątrobę. Spożycie jednorazowo większej ilości rośliny lub nawet niewielkich jej dawek przez dłuższy czas może prowadzić do śmiertelnego zatrucia. Co ciekawe, na terenie Polski występuje ponad 20 gatunków starców (Jacobaea i blisko spokrewniony Senecio), z których większość jest toksyczna. Dawniej, w ludowej medycynie, panowało przekonanie, że starzec jakubek ma właściwości lecznicze – stosowano go m.in. na nadciśnienie czy trudno gojące się rany. Dziś jednak, dzięki badaniom naukowym, wiemy, że ta roślina jest silnie toksyczna i rakotwórcza.

Bylica – roślina artystów i czarownic
Bylica piołun (Artemisia absinthium) to roślina czysto paradoksalna, budząca skrajne emocje od wieków. Występuje na suchych, nieużytkowanych glebach w całym kraju, tworząc charakterystyczne, srebrzyste kępy, które – co ciekawe – są konsekwentnie omijane przez bydło ze względu na ich intensywnie gorzki smak. Właśnie ta gorzkość była kiedyś wykorzystywana. Liście piołunu stosowano dawniej do przyprawiania sosów w Europie, a w Afryce Północnej (np. Maroko) do dziś dodaje się malutki kawałek do herbaty. To jednak nie kulinaria, lecz jej chemiczne sekrety przyniosły bylicy największą sławę i złą reputację. Bylica piołun jest kluczowym składnikiem absyntu – słynnej zielonej nalewki, która zyskała ogromną popularność wśród XIX-wiecznych artystów. Absynt był jednak zakazany w wielu krajach po I wojnie światowej ze względu na niekorzystny wpływ na zdrowie przy większych dawkach, objawiający się halucynacjami i konwulsjami. Winę ponosił tujon, toksyczny związek zawarty w roślinie. Choć w dużych ilościach tujon jest trujący dla układu nerwowego, w niewielkich dawkach ma działanie stymulujące.

Szaleju żeś się nadajadł !?
Nie każdy wie, że to słynne powiedzenie pochodzi od niezwykle przebiegłej rośliny. Cała roślina jest silnie trująca, szczególnie jej łodyga i kłącze. Zawiera cykutoksynę – wielonienasycony alkohol o wyjątkowo silnym działaniu toksycznym. Już spożycie niewielkiej ilości może prowadzić do ciężkiego zatrucia. Objawy pojawiają się bardzo szybko, często już po 20 minutach. Należą do nich: ślinotok, pieczenie w jamie ustnej, mdłości, wymioty, rozszerzenie źrenic, drgawki, utrata przytomności oraz trudności w oddychaniu. Śmierć może nastąpić wskutek porażenia ośrodka oddechowego. Szalej jadowity jest jedną z najbardziej trujących roślin występujących w Polsce, dlatego każdy miłośnik dzikiej kuchni powinien potrafić go rozpoznać. Roślina rośnie na terenach podmokłych i bagnistych – nie spotkamy jej na zwykłej łące.

Zadanie współfinansowane z budżetu powiatu krapkowickiego.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamahttps://helios.pl/kedzierzyn-kozle/kino-helios/repertuar
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: JanTreść komentarza: Jedno godne drugiego i trzeciej. Wraz ze śmiertelnym finałem sprawy, na osiedlu zapanował spokój i wytchnienie... Chyba nie jest tajemnicą, że nikt z jego sąsiadów (tych bliższych i dalszych) za denatem nie płacze.Data dodania komentarza: 22.01.2026, 15:21Źródło komentarza: Ruszył proces w sprawie głośnego zabójstwa w Krapkowicach. Oskarżonemu grozi dożywocieAutor komentarza: PatiTreść komentarza: Tymczasem w Gogolinie już ogłosili Lato z RMF Maxxx. A w Krapkowicach co ? Dni Krapkowic na polu zalewowym i Oktoberfest w przestarzałej hali ? x DData dodania komentarza: 22.01.2026, 12:30Źródło komentarza: Rozmowy trwają. Są kolejne ruchy w sprawie połączeń Opole–Krapkowice-OpoleAutor komentarza: MuminekTreść komentarza: Odbudujcie sobie w Gogolinie i Krapkowicach połączenie kolejwe które wspólnie z samorządem naszego województwa zaoraliścieData dodania komentarza: 21.01.2026, 11:47Źródło komentarza: Niebawem przetargAutor komentarza: totcomplusTreść komentarza: Nie tylko Krapkowice ale i Gogolin powinny sobie podać rękę. Zamiast jako powiat dbać o dobro systemu, to dbają ale o swoje kieszenie. Już od dawna nie potrafią dojść do porozumienia właśnie w temacie autobusów. Po co przepłacać i utrzymywać strzeleckie skoro były nasze? Teraz nie ma już prawie nic. W Gogolinie powstało centrum przesiadkowe tylko kto się tam przesiada? Gdyby nie PKP to z PKS -em lipa straszna. A na centrum parking wykorzystuje CUP , Domu Kultury i biblioteka gminna;( Zarówno rządcowscy z Krapkowic jak i Gogolina już lata temu powinni wziąć sprawy w swoje ręce ale po co się przemęczać? Może różnice w poglądach politycznych? Nadmienię ,że korzystanie z usług strzeleckich generuje straszne koszty w dojazdach ale kto się nad tym pokłonił? Nikt! Dorośli, młodzież czy dzieci dojeżdżające do szkół gogolińskich czy krapkowickich płacą krocie za bilety co wynika z odcina trasy jaką ma do przebycia autobus. Po za tym rozkład jazdy tych autobusów. Nie są one dostępne dla ludzi w żadnym wypadku. Rano do pracy bez auta ani rusz. A tak być nie powinno!! Zastanówcie się co robicie, bo jesteśmy daleko za murzynami z rozwojem komunikacyjnym:PData dodania komentarza: 20.01.2026, 09:39Źródło komentarza: PKS drastycznie ogranicza połączenia z Opola do KrapkowicAutor komentarza: PierreTreść komentarza: Dno i kilometry mułu. Niedługo wszyscy z tego zaścia***a wyjadą a ostatni zgasi światło. Wymiera lokalna kultura, wyrzuca się zespoły rockowe z KDK na bruk (pierwszy raz w historii WOŚP będzie bez rockowego grania, ewenement a przecież hasło tej imprezy to rock and roll), gołębie odchody na ry***u i popękane zasyfione płyty chodnikowe, wykluczenie komunikacyjne i zamykające się biznesy. Kto mądrzejszy to stąd wyjeżdża i nie dziwi mnie to. Mieszkańcy tak bardzo chcieli Kasiury to mają. Zaraz może kolejne sklepy zamkną i resztkę autobusów polikwidują. Ta władza uwstecznia miasto i degraduje je do roli większej rozległej wioski z zapyziałym placem betonowym nad Odrą. Już teraz można odnieść wrażenie że stolicą powiatu jest Gogolin. Czysto, z dojazdem do Opola pociągiem, dużo więcej imprez się organizuje (w tym lato z RMF, Sylwester, dyskoteka z Park FM), jest nowoczesny basen ze strefą Gastro. Niebo a ziemia. Brawo panie Kasiura tak zajechać miasto to wybitne osiągnięcie. Ale za to będzie most którym szybciej będzie można wyjechać z Krapkowic co tylko ułatwi to następnym mieszkańcom.Data dodania komentarza: 19.01.2026, 11:49Źródło komentarza: Rozmowy trwają. Są kolejne ruchy w sprawie połączeń Opole–Krapkowice-OpoleAutor komentarza: DzikiTreść komentarza: Dziki dzikData dodania komentarza: 19.01.2026, 06:29Źródło komentarza: Po pierwszym etapie modernizacji
Reklama
Reklama