Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 stycznia 2026 00:29
Przeczytaj:
Reklama
Reklama https://www.instagram.com/pani.prowadzaca/

Obcy atakują, czyli jak rodzą się inwazje biologiczne i jak im zapobiegać? Część II

Obce gatunki inwazyjne (IGO) to organizmy, które po przedostaniu się do nowych ekosystemów mogą powodować ogromne spustoszenie. W miejscach, gdzie się pojawiają, nie mają naturalnych wrogów, przez co szybko się rozmnażają i wypierają rodzime gatunki. Zakłócają równowagę ekologiczną, zmieniają wygląd krajobrazu i zagrażają bioróżnorodności. Czy możemy coś z tym zrobić? Na szczęście tak – istnieją działania, które pomagają ograniczyć skutki tych biologicznych „inwazji”.
Obcy atakują, czyli jak rodzą się inwazje biologiczne  i jak im zapobiegać? Część II

Skąd się biorą inwazyjne gatunki obce?
Inwazyjne gatunki obce to organizmy, które zostały celowo lub przypadkowo wprowadzone na nowe tereny. W Polsce liczba IGO stale rośnie, a wiele z nich zaczyna się intensywnie rozprzestrzeniać. Często wkraczają do parków krajobrazowych, lasów czy dolin rzecznych, gdzie skutecznie konkurują z rodzimymi gatunkami.  Do najbardziej rozpowszechnionych należą kolczurka klapowana, uczep amerykański i przymiotno białe – rośliny jednoroczne, które szybko zajmują opuszczone tereny. Wśród bylin dominują nawłoć kanadyjska i późna, rdestowce japoński i sachaliński oraz barszcz Sosnowskiego – roślina wyjątkowo niebezpieczna dla zdrowia człowieka. Spośród drzew i krzewów zagrożenie stanowią m.in. robinia akacjowa, dąb czerwony, klon jesionolistny czy czeremcha amerykańska. Coraz częściej wymienia się też gatunki zwierząt, takie jak norka amerykańska, szop pracz czy nawet koty domowe wypuszczane na zewnątrz. Wszystkie one wprowadzają zamieszanie w ekosystemach, wypierając rodzime gatunki i modyfikując warunki życia innych organizmów.

Jak IGO trafiają do środowiska?
Dróg, którymi obce gatunki przedostają się do nowych środowisk, jest wiele. Jedną z najczęstszych jest handel i turystyka. Wraz z transportowanymi nasionami, owocami czy roślinami ozdobnymi nieświadomie przewozimy organizmy z odległych zakątków świata. Zdarza się też, że niepożądane gatunki trafiają do środowiska w wyniku nieodpowiedzialnych działań człowieka. Właściciele domowych hodowli potrafią wypuszczać na wolność żółwie czerwonolice lub egzotyczne rybki, nie zdając sobie sprawy, że mogą one przetrwać w naszym klimacie i rozmnażać się w naturze. Niektóre gatunki rozprzestrzeniają się dzięki zwierzętom – ptaki i ssaki potrafią przenosić nasiona na duże odległości, pomagając im kolonizować nowe tereny. Wreszcie, duże znaczenie ma ogrodnictwo i pszczelarstwo. Rośliny takie jak nawłoć kanadyjska sprowadzano niegdyś jako pożytek dla pszczół, jednak dziś uznaje się je za jedne z najbardziej inwazyjnych. Wspólnym mianownikiem tych przykładów jest brak świadomości, że nawet piękne i użyteczne rośliny mogą w krótkim czasie stać się zagrożeniem dla przyrody.

Budleja Dawida, czy faktycznie motyle drzewo?
Jednym z najczęściej sadzonych, a jednocześnie najbardziej mylących gatunków inwazyjnych jest budleja Dawida (Buddleja davidii), znana też jako „motyli krzew”. W ogrodach przyciąga wzrok efektownymi kwiatostanami i intensywnym zapachem, który wabi owady. Właśnie dlatego przez lata uznawano ją za roślinę pożyteczną – sadzoną z myślą o pomocy motylom. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Budleja pochodzi z Azji, a do Europy trafiła w XIX wieku jako roślina ozdobna. Dziś uznawana jest za jeden z najgroźniejszych gatunków inwazyjnych, szczególnie w miastach. Jej lekkie nasiona potrafią rozprzestrzeniać się na ogromne odległości, zasiedlając szczeliny murów, dachy, nasypy kolejowe i pobocza dróg. Każdy krzew wytwarza tysiące nasion, które dzięki wiatrowi i pociągom szybko przemieszczają się wzdłuż torów, tworząc kolejne kolonie. Problem nie dotyczy tylko przyrody, ale i architektury. Budleja wnika korzeniami w mikroszczeliny budynków, rozsadzając cegły i tynki. Dla zabytków to zagrożenie równie realne jak wilgoć czy mróz. Brytyjczycy, którzy zmagają się z nią od lat, nazywają ją „rośliną gorszą niż rdestowiec”. Paradoksalnie, „motyli krzew” wcale nie jest sprzymierzeńcem motyli. Choć nektar budlei przyciąga je do kwiatów, wokół roślin często krążą szerszenie, które polują na odwiedzające je owady. W efekcie budleja staje się dla motyli pułapką, a nie oazą. Niektórzy ogrodnicy, świadomi tego zjawiska, zaczynają usuwać swoje krzewy, by nie szkodzić populacjom motyli.

Inwazyjne kręgowce
Nie tylko rośliny i owady stanowią zagrożenie dla rodzimej przyrody. Coraz częściej problem dotyczy również kręgowców – zwierząt, które z pozoru wydają się dobrze znane i niegroźne, a w rzeczywistości potrafią całkowicie zmienić lokalne ekosystemy. Do inwazyjnych gatunków ryb zalicza się m.in. basa słonecznego (Lepomis gibbosus) czy babkę szczupłą (Neogobius fluviatilis), które wypierają rodzime gatunki z siedlisk wodnych. W polskich rzekach i jeziorach spotkać można również pstrąga tęczowego (Oncorhynchus mykiss), pstrąga źródlanego (Salvelinus fontinalis) oraz tilapię nilową (Oreochromis niloticus) – gatunki sprowadzane z myślą o hodowli, a dziś obecne także w środowisku naturalnym. Wśród drobnych ssaków problematyczna okazuje się muławka wschodnioamerykańska (Umbra pygmaea), która zajmuje siedliska naszych rodzimych gatunków ryb i płazów.

Na lądzie sytuacja nie wygląda lepiej. Piżmak (Ondatra zibethicus) i norka amerykańska (Neovison vison) od lat sieją spustoszenie w ekosystemach wodnych i bagiennych, niszcząc gniazda ptaków wodnych oraz konkurując z rodzimą, dziś już rzadką norką europejską. Wśród większych ssaków na szczególną uwagę zasługuje jenot (Nyctereutes procyonoides), sprowadzony z Azji w celu pozyskiwania futra, który szybko przystosował się do życia w lasach i na terenach rolniczych.  W Polsce (szczególnie w części północnej) coraz częściej spotkać można także muflony (Ovis ammon musimon), sprowadzone niegdyś w celach łowieckich, które dziś konkurują o żerowiska z rodzimą zwierzyną płową. Nawet tak niepozorne zwierzęta jak dzikie króliki (Oryctolagus cuniculus) czy myszy domowe (Mus musculus) potrafią wyrządzać szkody w naturalnych siedliskach, niszcząc uprawy i zaburzając równowagę pomiędzy populacjami rodzimych gryzoni.

Problem inwazyjnych kręgowców ma również wymiar etyczny. Z jednej strony to gatunki, które niszczą lokalne ekosystemy i zagrażają rodzimej faunie. Z drugiej – są one ofiarami ludzkich decyzji, bo to człowiek sprowadził je poza ich naturalne środowiska. Dylemat ten sprawia, że działania mające na celu ich eliminację budzą emocje i sprzeciw części społeczeństwa. Warto jednak pamiętać, że etyczna odpowiedzialność nie kończy się na współczuciu wobec pojedynczych zwierząt, ale obejmuje także troskę o całe ekosystemy i gatunki, które mogą przez inwazje zniknąć bezpowrotnie. Dlatego ochrona przyrody wymaga trudnej, ale koniecznej równowagi między empatią a odpowiedzialnością ekologiczną.

Jak przeciwdziałać inwazjom biologicznym?
Z inwazjami biologicznymi nie da się walczyć wyłącznie zakazami czy kontrolą granic. Najważniejsza jest świadomość i odpowiedzialne postępowanie. Każdy z nas może przyczynić się do ochrony rodzimej przyrody poprzez kilka prostych działań. Warto wybierać rodzime odmiany roślin – np. lokalne drzewka owocowe zamiast egzotycznych gatunków ozdobnych. Należy też monitorować i usuwać z otoczenia rośliny uznawane za inwazyjne, takie jak nawłoć kanadyjska, rdestowiec czy barszcz Sosnowskiego. Nie powinniśmy wypuszczać do środowiska zwierząt pochodzących z hodowli, nawet jeśli wydają się nieszkodliwe. Dotyczy to zarówno egzotycznych gadów, jak i domowych kotów. Należy także unikać sprowadzania nieznanych gatunków z zagranicy bez upewnienia się, że nie zagrożą lokalnemu ekosystemowi. Warto pamiętać, że przyroda to system naczyń połączonych – każda zmiana w jednym jego elemencie wpływa na całość.

Zadanie współfinansowane z budżetu powiatu krapkowickiego.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamahttps://helios.pl/kedzierzyn-kozle/kino-helios/repertuar
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: JanTreść komentarza: Jedno godne drugiego i trzeciej. Wraz ze śmiertelnym finałem sprawy, na osiedlu zapanował spokój i wytchnienie... Chyba nie jest tajemnicą, że nikt z jego sąsiadów (tych bliższych i dalszych) za denatem nie płacze.Data dodania komentarza: 22.01.2026, 15:21Źródło komentarza: Ruszył proces w sprawie głośnego zabójstwa w Krapkowicach. Oskarżonemu grozi dożywocieAutor komentarza: PatiTreść komentarza: Tymczasem w Gogolinie już ogłosili Lato z RMF Maxxx. A w Krapkowicach co ? Dni Krapkowic na polu zalewowym i Oktoberfest w przestarzałej hali ? x DData dodania komentarza: 22.01.2026, 12:30Źródło komentarza: Rozmowy trwają. Są kolejne ruchy w sprawie połączeń Opole–Krapkowice-OpoleAutor komentarza: MuminekTreść komentarza: Odbudujcie sobie w Gogolinie i Krapkowicach połączenie kolejwe które wspólnie z samorządem naszego województwa zaoraliścieData dodania komentarza: 21.01.2026, 11:47Źródło komentarza: Niebawem przetargAutor komentarza: totcomplusTreść komentarza: Nie tylko Krapkowice ale i Gogolin powinny sobie podać rękę. Zamiast jako powiat dbać o dobro systemu, to dbają ale o swoje kieszenie. Już od dawna nie potrafią dojść do porozumienia właśnie w temacie autobusów. Po co przepłacać i utrzymywać strzeleckie skoro były nasze? Teraz nie ma już prawie nic. W Gogolinie powstało centrum przesiadkowe tylko kto się tam przesiada? Gdyby nie PKP to z PKS -em lipa straszna. A na centrum parking wykorzystuje CUP , Domu Kultury i biblioteka gminna;( Zarówno rządcowscy z Krapkowic jak i Gogolina już lata temu powinni wziąć sprawy w swoje ręce ale po co się przemęczać? Może różnice w poglądach politycznych? Nadmienię ,że korzystanie z usług strzeleckich generuje straszne koszty w dojazdach ale kto się nad tym pokłonił? Nikt! Dorośli, młodzież czy dzieci dojeżdżające do szkół gogolińskich czy krapkowickich płacą krocie za bilety co wynika z odcina trasy jaką ma do przebycia autobus. Po za tym rozkład jazdy tych autobusów. Nie są one dostępne dla ludzi w żadnym wypadku. Rano do pracy bez auta ani rusz. A tak być nie powinno!! Zastanówcie się co robicie, bo jesteśmy daleko za murzynami z rozwojem komunikacyjnym:PData dodania komentarza: 20.01.2026, 09:39Źródło komentarza: PKS drastycznie ogranicza połączenia z Opola do KrapkowicAutor komentarza: PierreTreść komentarza: Dno i kilometry mułu. Niedługo wszyscy z tego zaścia***a wyjadą a ostatni zgasi światło. Wymiera lokalna kultura, wyrzuca się zespoły rockowe z KDK na bruk (pierwszy raz w historii WOŚP będzie bez rockowego grania, ewenement a przecież hasło tej imprezy to rock and roll), gołębie odchody na ry***u i popękane zasyfione płyty chodnikowe, wykluczenie komunikacyjne i zamykające się biznesy. Kto mądrzejszy to stąd wyjeżdża i nie dziwi mnie to. Mieszkańcy tak bardzo chcieli Kasiury to mają. Zaraz może kolejne sklepy zamkną i resztkę autobusów polikwidują. Ta władza uwstecznia miasto i degraduje je do roli większej rozległej wioski z zapyziałym placem betonowym nad Odrą. Już teraz można odnieść wrażenie że stolicą powiatu jest Gogolin. Czysto, z dojazdem do Opola pociągiem, dużo więcej imprez się organizuje (w tym lato z RMF, Sylwester, dyskoteka z Park FM), jest nowoczesny basen ze strefą Gastro. Niebo a ziemia. Brawo panie Kasiura tak zajechać miasto to wybitne osiągnięcie. Ale za to będzie most którym szybciej będzie można wyjechać z Krapkowic co tylko ułatwi to następnym mieszkańcom.Data dodania komentarza: 19.01.2026, 11:49Źródło komentarza: Rozmowy trwają. Są kolejne ruchy w sprawie połączeń Opole–Krapkowice-OpoleAutor komentarza: DzikiTreść komentarza: Dziki dzikData dodania komentarza: 19.01.2026, 06:29Źródło komentarza: Po pierwszym etapie modernizacji
Reklama
Reklama