Awans do finału nie był dziełem przypadku. Po sześciu kolejkach ligowych PV Volley Krapkowice uplasowało się na 3. miejscu w tabeli, co dało przepustkę do walki o najwyższe lokaty – od pierwszej do trzeciej. Już sam fakt znalezienia się w finałowym gronie był potwierdzeniem solidności zespołu, ale apetyty rosły wraz z kolejnymi meczami.
Turniej finałowy rozpoczął się jednak od zderzenia z siatkarską rzeczywistością. W pierwszym spotkaniu krapkowiczanie trafili na AS STAL Nysa – zespół, który od pierwszej piłki narzucił swoje warunki gry. Rywale pokazali przewagę w każdym elemencie, wygrywając zdecydowanie 2:0 (25:4, 25:9). Była to lekcja bolesna, ale – jak się później okazało – bardzo potrzebna.
Prawdziwe oblicze drużyny PV Volley zobaczyliśmy w drugim meczu, przeciwko renomowanej AS ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. To było zupełnie inne widowisko. Młodzicy z Krapkowic zagrali odważnie, zespołowo, z dużą dojrzałością jak na swój wiek i – co najważniejsze – z ogromnym sercem. Oba sety zakończyły się minimalną porażką 23:25, ale styl gry i determinacja sprawiły, że zawodnicy schodzili z boiska z podniesionymi głowami.
Trzecie miejsce i brązowy medal to nagroda za cały sezon, za codzienne treningi i konsekwentny rozwój. To również pierwszy medal młodzieżowy w historii klubu PV Volley Krapkowice – kamień milowy, który z pewnością zaprocentuje w przyszłości.
Na parkiecie w turnieju finałowym barwy klubu reprezentowali: Szymon Zyzik (kapitan), Paweł Sapok, Franek Sapała, Szymon Jelito, Alex Klimek, Błażej Głowacki, Kacper Gołąbek, Paweł Weyrauch oraz Mauricio Gálvez-Dziuk. W rozgrywkach ligowych w sezonie udział brali również Radek Marciniak i Kamil Wiencek. Cały zespół na co dzień pracuje pod czujnym okiem trenerów Roberta Wojtasa i Darii Szelwach, którym również należą się słowa uznania.
A to jeszcze nie koniec tej historii. Przed ambitnymi młodymi siatkarzami z Krapkowic kolejne wielkie wyzwanie – Ćwierćfinał Mistrzostw Polski. Jeśli determinacja i serce do gry pozostaną na tym samym poziomie, o PV Volley Krapkowice usłyszymy jeszcze nie raz.


Napisz komentarz
Komentarze