Problem ten doskonale obrazuje list, który otrzymaliśmy od naszego czytelnika – pana Michała.
- Co roku jest taka chmara biedronek, że trudno się od nich odgonić – zauważa nasz czytelnik. - Wchodzą dosłownie wszędzie. We włosy, do kabiny, przez okna i w najdrobniejsze zakamarki, aby się tam osiedlić i przezimować, by wiosną pojawić się i paskudzić – zaznacza pan Michał.
Trudno nie przyznać mu racji. Słoneczne, ciepłe dni u schyłku jesieni, są dla biedronek azjatyckich sygnałem do rozpoczęcia poszukiwań bezpiecznych zimowych kryjówek. I tu pojawia się główny problem – dla nich nasze domy i mieszkania są idealnym schronieniem. Wcisną się w ramy okienne, pod parapety, w szczeliny elewacji, a jeśli tylko znajdą najmniejszą szparę, bez wahania wkroczą do wnętrza.
Ich obecność to nie tylko dyskomfort wizualny. Potrafią gromadzić się w licznych grupach, wydzielając żółtą hemolimfę, która może plamić ściany i framugi, a u osób wrażliwych wywoływać reakcje alergiczne. To, co dla nich jest instynktownym dążeniem do przetrwania, dla niektórych staje się sezonową udręką.
Zanim skomentujesz przeczytaj całość w aktualnym wydaniu Tygodnika Krapkowickiego z 4 listopada - E-WYDANIE dostępne tutaj.


Napisz komentarz
Komentarze