- Skąd wzięła się u Pana pasja do fotografowania – i to od razu sięgania obiektywem tak daleko, bo do gwiazd i mgławic?
- Już od dziecka interesowałem się kosmosem i astronomią. Choć nie miałem technicznych możliwości lubiłem spoglądać w niebo. Służyły mi do tego tylko oczy. Potem miałem jakąś pożyczoną tanią lornetkę i prowadziłem też zeszyt astronomiczny z moich obserwacji. Rysowałem to co widziałem przez lornetkę i gdzieś ta pasja we mnie ciągle siedziała. Po drodze były też inne rzeczy, rodzina, praca, szkoła, ale dwa lata temu wróciłem do pierwotnego zamiłowania. Pojawiły się możliwości sprzętowe i oczywiście finansowe więc kupiłem sobie teleskop i doposażyłem sprzęt.
- Czy ktoś w rodzinie zajmował się fotografią lub astronomią, czy sam pan do wszystkiego dochodził?
- Nikt. Jeszcze w szkole średniej miałem trochę do czynienia z fotografią. Mój kolega miał aparat i tłumaczył mi, co to jest ISO, czasy naświetlania, co jest ważne, a co jest mniej istotne w fotografii. Z czasem pojawiły się możliwości finansowe i kupiłem aparat, teleskop i z tą pasją idę przez życie.
- Uczył się Pan od kogoś technik astrofotografii, czy głównie była to metoda prób i błędów?
- Dochodziłem do tego sam i metodą prób i błędów także trochę czasu to zajęło, bo nie ma co ukrywać jest to czasochłonne. W takiej fotografii muszę liczyć na bezchmurne niebo i długie noce. Czasami coś nie wychodzi i muszę czekać na następną noc, a następna odpowiednia noc może się trafić na przykład za dwa tygodnie. Czasami jest kilka nocy bezchmurnych, a czasami jest jedna i potem nic. Także dochodziłem do wszystkiego metodą prób i błędów, ale też wspomagałem się internetem. Pomocni okazali się także koledzy z grup na Facebooku, które gromadzą osoby zajmujące się tym tematem już długie lata. Jak publikowałem jakieś zdjęcie, to tam koledzy pisali mi, co jest nie tak i co należałoby zmienić. To było pomocne. Dużo też uczyłem się samemu.
- Z którego ze swoich zdjęć jest Pan najbardziej zadowolony i dlaczego? Czy to mgławica Sowa, Galaktyka Wir, a może Łańcuch Markariana z 42 galaktykami na zdjęciu?
- Tych zdjęć jest kilka, ale chyba najważniejsze to wielka mgławica w Orionie, tak zwany „Koński łeb”. Z tego zdjęcia jestem zadowolony, bo poświęciłem na nie, jak dobrze pamiętam, około 13 godzin samego naświetlania.
- Na jedno zdjęcie 13 godzin?
- Tak, to i tak jest mało, bo robi się też dłuższe zdjęcia, ale to był mój najdłuższy czas. Na to zdjęcie poświęciłem kilka nocy, nie licząc obróbki tej fotografii. Jestem zadowolony też z fotografowania pamiętnej zorzy z 19 stycznia tego roku. Była to pamiętna zorza widziana gołym okiem. Fotografuję też komety.
- Czy istnieje obiekt astronomiczny, który chciałby Pan sfotografować, ale póki co jest poza zasięgiem Pana obiektywu?
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze