Kilka dni temu w Zawadzkiem ktoś odjechał renault z parkingu jednej z firm. Zwykła kradzież? Nie tym razem. Jak ustalili śledczy, 34‑latek potraktował skradzione auto jak przepustkę do kolejnych przestępstw.
Wsiadł za kierownicę i ruszył do pobliskiego osiedlowego sklepu. Tam – bez słowa – wyciągnął przedmiot przypominający nóż i zaczął grozić sprzedawcy, że go zabije. Próbował dostać się do szuflady kasy, ale nie zdążył jej otworzyć. Zabrał kilka paczek papierosów i uciekł.
Kilkaset metrów dalej zatrzymał auto obok trzech młodych pielgrzymów z Czech. Chłopaki podeszli, myśląc, że ktoś potrzebuje pomocy. Wtedy z samochodu wyskoczył mężczyzna z „nożem” w ręku.
Zażądał pieniędzy i telefonu. Po chwili miał już ich rzeczy – portfel z dokumentami, telefon i papierosy. Straty oszacowano na około 1200 zł.
To moment, który uderza najmocniej: pielgrzymi, którzy przyszli do Polski w dobrej wierze, trafili na człowieka gotowego ich zastraszyć dla kilku paczek papierosów i telefonu.
Gdy tylko policjanci z Zawadzkiego dostali zgłoszenie, zaczęli działać. Zbierali informacje, typowali miejsca, w których mógł ukryć się sprawca.
Wspólna praca funkcjonariuszy z Zawadzkiego i kryminalnych ze Strzelec Opolskich przyniosła szybki efekt: niespełna trzy godziny po pierwszym zdarzeniu 34‑latek był już zatrzymany na terenie miasta.
Część skradzionych rzeczy wróciła do właścicieli.
Mężczyzna usłyszał zarzuty dwóch rozbojów oraz kradzieży samochodu. Przyznał się do winy. Jak ustalili śledczy – był już wcześniej wielokrotnie karany, również za podobne przestępstwa.
Sąd przychylił się do wniosku o tymczasowy areszt. 34‑latek trafił za mury więzienia, gdzie poczeka na dalszy bieg sprawy. Za rozbój grozi mu nawet 15 lat pozbawienia wolności.


Napisz komentarz
Komentarze