Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 24 kwietnia 2026 14:03
Przeczytaj:
Reklama
Reklama https://www.bskrapkowice.pl/klienci-indywidualni/kredyty/kredyt-gotowkowy
Reklama
Reklama https://opolskielll.pl/
Historia fryzjera z Walec

Od Walec bez odpływu do Bonn pełnego gwiazd. Niezwykła historia Richarda Stanika, fryzjera, który uciekł z PRL z nożyczkami i 5,50 marki

W Walcach mył włosy nad kocherem, a woda spływała prosto na ulicę. W PRL talent był problemem, a nie przewagą, więc Richard Stanik pracował pod presją kontroli, donosów i systemu, który nie lubił ludzi z inicjatywą. Nocą uciekł z kraju, mając przy sobie tylko nożyczki i 5,50 marki. W Bonn stał się „Monsieur Richard”, mistrzem fryzjerstwa, do którego ustawiały się kolejki dyplomatów, artystów i arystokracji. Dziś wraca do Krapkowic z popiersiem Beethovena i historiami, które brzmią jak gotowy scenariusz filmowy.
Richard Stanik prezentujący popiersie Beethovena i zdjęcia swoich fryzur podczas wizyty w redakcji Tygodnika Krapkowickiego

W Walcach woda po myciu włosów spływała prosto na ulicę. Nie było odpływu. Nie było zaplecza. Było lustro, krzesło i ręce, które potrafiły więcej, niż pozwalał na to system.
Kolejka zaczynała się przed drzwiami i wychodziła na chodnik. Ludzie przychodzili z gazetą, z butelką piwa, z czasem, który chcieli tu zostawić.
W PRL talent nie był przewagą. Był problemem.
Kilkaset kilometrów dalej, w Bonn, ludzie będą pytać go, jak mają wyglądać na zdjęciach, które zostaną na lata.
Ale między Walcami a Bonn nie ma drogi.
Jest szybka decyzja, nocna ucieczka przez granice, których nie wolno było przekraczać. I moment, w którym wszystko, co masz, mieści się w kieszeni.
Nożyczki. I kilka marek.
– Ja wiedziałem, co potrafię. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, dokąd mnie to zaprowadzi – mówi Richard Stanik. 
Wtedy podjął decyzję, która zmieniła jego życie - i życie wielu ludzi, którzy później siadali na jego fotelu.

Tysiąc kilometrów do Heimatu 
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to gęste, jasne włosy i szeroki, pewny uśmiech rosłego mężczyzny. 
Na stół stawia popiersie Beethovena. Ciężkie, gipsowe, białe. 
– Związany z Głogówkiem – mówi Richard Stanik i przesuwa rzeźbę bliżej okna. Poprawia mu włosy.
– Tu zawsze coś odstaje – mówi i palcami wygładza gipsową czuprynę z taką samą uwagą, jakby to nie była rzeźba. Tylko ktoś.
Popiersie stoi na stole konferencyjnym w redakcji  „Tygodnika Krapkowickiego” w Krapkowicach, między filiżanką kawy a stertą lokalnych gazet. Wygląda, jakby ktoś je tu zostawił przez pomyłkę.
Ale nie.
Przyjechało z nim z Bonn.
Obok kładzie kopertę. Wysypują się zdjęcia: księżniczki, śpiewacy, kobiety w wieczorowych fryzurach, twarze ustawione do światła.
Na każdym – jego ręce.
– To wszystko moje – mówi.
I dodaje: – Każde zdjęcie ma historię.
Siada powoli. Laskę opiera o stół. Na końcu pojawiają się nożyczki.
Nie wyciąga ich teatralnie. Raczej odruchowo – jak ktoś, kto przez całe życie nosi narzędzie w kieszeni i nawet nie zauważa, że właśnie je położył na stole.
Kiedy je odkłada, metal uderza o blat.
Cicho.
Ale wystarczająco, żeby na chwilę przerwać rozmowę.
Jak znak, że wszystko, o czym mówi, i tak sprowadza się do tego jednego dźwięku.
Nie zaczyna od siebie. Zaczyna od gazet.
– Jak tylko dostaję waszą, od razu czytam – mówi. – Teraz szybciej już czytam po polsku niż po niemiecku.
Uśmiecha się.
Ale to nie jest uśmiech zadowolenia. To jest uśmiech człowieka, który sprawdza, czy wrócił do języka, czy tylko do miejsca. 
Nawet tutaj, w Krapkowicach, mówi po niemiecku, jakby nadal był między Bonn a kolejnym klientem.

Każda klientka przynosiła butelkę jasnego piwa
Przełom lat 60. i 70. w Walcach liczących wtedy około 1870 mieszkańców nie było niczego, co mogłoby przypominać salon fryzjerski. Dwa lustra. Zwykłe krzesła. Bez foteli, bez wygód, bez zaplecza. Woda gotowana na kocherze. Nie było też odpływu.  Woda po myciu włosów spływała na ulicę.
– To była bieda, ale uczciwa – odpowiada po chwili. 
Uczciwość nie była jednak walutą w PRL. Jednak on próbował.
- Ale to nie miało znaczenia. Kolejka zaczynała się na ulicy. Ktoś trzymał piwo, ktoś gazetę, ktoś tylko patrzył w drzwi.
Tam zaczęła się jego praktyka innowacji, choć wtedy nikt tak tego nie nazywał.
W Walcach klientki przychodziły z własnym piwem.

Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie] 
 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklamahttps://helios.pl/kedzierzyn-kozle/kino-helios/repertuar
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Pablo PolakTreść komentarza: Witaj uśmiechnięta PolskaData dodania komentarza: 16.04.2026, 09:50Źródło komentarza: Wyższe opłaty za śmieci w gminie Krapkowice. Co się zmieni od czerwca?Autor komentarza: Krapkowicza***aTreść komentarza: Brawo pani Dominiko! Zarówno moja Teściowa jak i Teść to byli obuwnicy. Wychowali czworo dzieci. Super, że wybrała Pani temat który tak wpłynął na cały region Krapkowic i Otmętu.Data dodania komentarza: 13.04.2026, 21:11Źródło komentarza: Scenariusz podcastu o Krapkowicach wyróżniony w WarszawieAutor komentarza: boBudowniczyTreść komentarza: Proszę sprawdźcie ilu robotników pracuje w ciągu jednego dnia? Bo mi udało się naliczyć do pięciu na całym odci***u po obu stronach ulicy. Zimy już dawno nie ma a marzec ponoć był najcieplejszy od 100 lat. Jedna brygada 6 osobowa powinna układać około 150mkw na zmianę a tym czasem tempo jest żałosne bo po prostu nie widać tam robotnikówData dodania komentarza: 10.04.2026, 06:00Źródło komentarza: Krapkowice: remont Prudnickiej opóźniony? Mieszkańcy alarmują o chaosie i zagrożeniuAutor komentarza: CzytelniczkaTreść komentarza: Dziura w NFZ rośnie, a na banały to pieniądze sąData dodania komentarza: 9.04.2026, 12:07Źródło komentarza: Miliony złotych trafią do gmin powiatu krapkowickiegoAutor komentarza: Gerhard Ho***aTreść komentarza: Droga redakcjo, Odnośnie pana na rowerze( na „gazie”) który musi zapłacić 2,5tysiaca zł. Bardzo mi szkoda tego pana,który po prostu miał pecha,że natrafił na tak zaangażowanych mundurowych. Złapali płotkę a rekiny w Gwoździcach gdzie mieści się przedszkole na ul.Opolskiej zasuwają jak w Formule1 i nikogo tam z Policji nie widać. Widocznie musi dojść do tragedii żeby coś się zmieniło. Z poważaniem GH.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 08:35Źródło komentarza: Pijany rowerzysta zatrzymany w Choruli. 62-latek zapłacił 2500 zł mandatuAutor komentarza: AndrzejTreść komentarza: W jaki sposób rozwiązano problem porannej rosy na takiej bieżni która występuje niemal każdego dnia w tym miejscu. Czy może zaplanowano odpowiedzialność po stronie biegacza w porannych biegach - bieganie tylko w kolcach?Data dodania komentarza: 31.03.2026, 13:54Źródło komentarza: Nowoczesny stadion w Krapkowicach coraz bliżej. Jest wniosek o milionowe dofinansowanie
Reklama
Reklama
Reklama