- Panie Profesorze, dlaczego zamiast tradycyjnego zestawu pytań o życie seksualne proponuje Pan rozmowę o monogamii i niemonogamii?
- Bo to temat znacznie szerszy niż pytanie o to, co ludzie robią w sypialni. Dotyczy miłości, lojalności, zazdrości, rodziny, odpowiedzialności i tego, kto właściwie ustala zasady naszego związku. Większość z nas wchodzi w relacje z gotowym scenariuszem: zakochanie, para, wyłączność, wspólne życie. Ten scenariusz może być bardzo dobry, ale często przyjmujemy go bez rozmowy, jakby był prawem natury. Tymczasem nawet dwoje ludzi rozumie „wierność” inaczej. Dla jednej osoby flirt jest niewinny, dla drugiej jest naruszeniem zaufania; ktoś uznaje oglądanie pornografii za prywatną sferę, ktoś inny za przekroczenie granicy. Rozmowa o różnych modelach relacji nie ma nikogo namawiać do otwierania związku. Ma zachęcić, by monogamia również była świadomym wyborem i konkretną umową, a nie domyślnym ustawieniem, którego treści nigdy nie uzgodniliśmy.
- Zacznijmy więc od pojęć. Czym jest monogamia, a czym konsensualna niemonogamia?
- W codziennym języku monogamia oznacza związek dwóch osób, które uzgadniają wyłączność romantyczną i seksualną. W praktyce zakres tej wyłączności bywa różny, dlatego ważniejsze od etykiety jest pytanie: na co dokładnie się umówiliśmy? Konsensualna, czyli uzgodniona niemonogamia, to szeroka grupa relacji, w których wszystkie zainteresowane dorosłe osoby wiedzą, że mogą istnieć inne więzi seksualne lub romantyczne, i dobrowolnie akceptują ustalone zasady. Mieszczą się tu między innymi związki otwarte, zwykle dopuszczające kontakty seksualne poza parą; poliamoria, w której możliwe są równoległe więzi uczuciowe; oraz swinging, gdzie aktywność z innymi osobami odbywa się zazwyczaj wspólnie lub w uzgodnionych okolicznościach. Te nazwy nie opisują każdego przypadku. Najważniejsza różnica nie przebiega między „jedną” a „wieloma” osobami, lecz między uzgodnieniem a oszustwem. Zdrada nie staje się niemonogamią konsensualną tylko dlatego, że dotyczy osoby trzeciej.
- Czy nauka mówi, że któryś z tych modeli daje ludziom więcej szczęścia?
- Nie mamy podstaw, by ogłosić jeden model zwycięzcą. Duża metaanaliza opublikowana w 2025 roku objęła 35 badań i prawie 24,5 tysiąca osób. Nie wykazała istotnych różnic między osobami monogamicznymi i konsensualnie niemonogamicznymi ani w satysfakcji z relacji, ani z życia seksualnego. To ważny wynik, ale nie znaczy, że każdy będzie równie szczęśliwy w każdym układzie. Badania porównują grupy; nie wybierają modelu za konkretną osobę. Część danych pochodzi z samoopisu, prób ochotniczych i głównie z krajów zachodnich. Zamiast pytać „który model jest najlepszy?”, rozsądniej zapytać: „czy ten model odpowiada potrzebom tych ludzi i czy potrafią go realizować bez krzywdzenia siebie oraz innych?”. Dobrze przeżywana monogamia może być bezpieczna i satysfakcjonująca. Dobrze uzgodniona niemonogamia również. Źle funkcjonować może każda z nich.
- Czy zatem pociąg do innej osoby oznacza, że z naszym związkiem jest coś nie tak?
- Nie. Wejście w relację nie wyłącza zdolności zauważania innych ludzi ani powstawania fantazji. Uczucie, myśl i działanie to trzy różne rzeczy. Można kogoś uznać za atrakcyjnego i pozostać wiernym umowie. Można też kochać partnera, a jednocześnie doświadczać spadku pożądania wobec niego. Miłość, więź i pożądanie są powiązane, ale nie są jednym mechanizmem. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy naturalną reakcję interpretujemy jak wyrok: „skoro podoba ci się ktoś inny, już mnie nie kochasz” albo „skoro mam fantazję, muszę ją zrealizować”. Nie musimy ani zaprzeczać własnemu doświadczeniu, ani automatycznie za nim podążać. Możemy je nazwać, sprawdzić, co znaczy, i zdecydować zgodnie z wartościami oraz zawartą umową. Nie każda myśl wymaga spowiedzi; szczerość ma służyć relacji, a nie przerzucać na partnera cały własny niepokój.
- W takim razie czy pary powinny mówić sobie o fascynacji innymi osobami?
- Nie ma jednej recepty. Najnowsze badanie nad utrzymywaniem wielu relacji wskazało dziewięć grup praktyk, między innymi ujawnianie pociągu do innych, rozmowy o zazdrości, troskę o zdrowie seksualne, rozsądne dzielenie czasu i innych zasobów oraz uzgadnianie hierarchii relacji. W tej próbie część tych praktyk wiązała się z lepszym funkcjonowaniem relacji, zwłaszcza otwarta rozmowa o zazdrości i dzielenie pewnych doświadczeń związanych z seksualnością poza parą. To jednak badanie korelacyjne: nie dowodzi, że samo wypowiedzenie informacji poprawi każdy związek. W parze monogamicznej nagłe wyznanie bez kontekstu może wywołać lęk. Dobrze najpierw uzgodnić samą zasadę rozmowy: ile chcemy wiedzieć, po co o tym mówimy, jak zapewniamy się o zaangażowaniu i co z tą informacją zrobimy. Transparentność nie oznacza obowiązku raportowania każdej fantazji.
- Zazdrość bywa przedstawiana jako dowód miłości. Co naprawdę nam mówi?
- Zazdrość jest emocją, nie certyfikatem miłości i nie pozwoleniem na kontrolę. Może sygnalizować lęk przed utratą, potrzebę bezpieczeństwa, porównywanie się, poczucie niesprawiedliwości albo realne naruszenie umowy. Warto ją potraktować jak informację: czego się boję, czego mi brakuje, jaka granica została przekroczona? Dopiero potem wybieramy zachowanie. Można powiedzieć: „boję się, że stracimy nasz wspólny czas; potrzebuję ustalenia konkretnego wieczoru dla nas”. To zupełnie co innego niż sprawdzanie telefonu, zakazywanie kontaktów czy upokarzanie osoby trzeciej. Kontrola może chwilowo zmniejszyć napięcie, ale często niszczy zaufanie. Zazdrość występuje zarówno w monogamii, jak i w niemonogamii. Istnieje też kompersja, czyli przyjemne uczucie związane z tym, że bliska osoba doświadcza czegoś dobrego z kimś innym. Kompersja nie jest obowiązkiem i może współistnieć z zazdrością.
- Czy otwarcie związku może uratować parę, której wygasło życie seksualne?
- Czasem zmiana umowy jest przemyślaną odpowiedzią na realne potrzeby, ale otwieranie związku jako terapia ratunkowa jest ryzykowne. Nowa osoba nie naprawi braku zaufania, przemocy, pogardy ani niemożności prowadzenia rozmowy. Przeciwnie, więcej relacji oznacza zwykle więcej negocjacji, czasu, logistyki i emocji. Jeżeli jedna osoba zgadza się wyłącznie ze strachu przed porzuceniem, nie mamy swobodnej zgody, lecz zgodę pod presją. Przed zmianą warto zapytać: jaki problem próbujemy rozwiązać? Czy oboje naprawdę dopuszczamy odpowiedź „nie”? Czy potrafimy wrócić do rozmowy, gdy pojawi się ból? Czy mamy zasoby czasowe, zdrowotne i rodzinne? Niekiedy lepszym kierunkiem będzie terapia par lub konsultacja seksuologiczna, a czasem uczciwe uznanie niezgodności. Specjalista nie powinien ani automatycznie zniechęcać do niemonogamii, ani jej promować.
- Jak rozpoznać, że zgoda jest rzeczywiście zgodą?
- Zgoda musi być świadoma, dobrowolna, konkretna i możliwa do wycofania. „Zgadzam się, bo inaczej odejdziesz” brzmi inaczej niż „to także mój wybór, choć mam obawy”. W relacjach istnieją różnice siły: ekonomiczne, emocjonalne, związane z mieszkaniem, rodzicielstwem czy zdrowiem. Dlatego jednorazowe „tak” nie zamyka sprawy. Potrzebne są kolejne rozmowy i realne prawo do pauzy. Ważna jest też zgoda osób spoza pary. Nie wolno traktować ich jak dodatku do związku, narzędzia do urozmaicenia seksu ani kogoś, kogo można usunąć bez szacunku, gdy para poczuje lęk. Każda osoba ma własne granice, ryzyko i prawo do informacji, która wpływa na jej decyzję. Zdrowa umowa nie polega na tym, że nigdy nikomu nie będzie trudno; polega na tym, że trudność nie odbiera nikomu podmiotowości.
- A co ze zdrowiem seksualnym? Czy większa liczba partnerów automatycznie oznacza większe zagrożenie?
- Liczba partnerów i struktura sieci kontaktów mają znaczenie dla ryzyka zakażeń, ale sama etykieta związku nie jest zabezpieczeniem. Deklarowana monogamia chroni wtedy, gdy obie osoby są rzeczywiście wyłączne, znają swój aktualny status zdrowotny i dotrzymują umowy. W każdej relacji potrzebujemy rozmowy o testach, barierach ochronnych, antykoncepcji, szczepieniach przeciw HPV i wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, objawach, nowych kontaktach oraz o tym, kiedy powstrzymujemy się od seksu. Zakres badań i częstotliwość testowania powinny wynikać z rodzaju praktyk i indywidualnego ryzyka, najlepiej po konsultacji medycznej; nie ma jednego kalendarza dla wszystkich. Ważne, by o wyniku lub ekspozycji informować osoby, których zdrowia to dotyczy. Odpowiedzialność seksualna nie jest cechą monogamii albo poliamorii. Jest zbiorem konkretnych zachowań.
- Czy pary monogamiczne mogą się czegoś nauczyć od osób żyjących w uzgodnionej niemonogamii?
- Mogą się nauczyć przede wszystkim tego, że żadna ważna zasada nie jest oczywista tylko dlatego, że wydaje się powszechna. Osoby wybierające mniej typowy model są zmuszone rozmawiać o granicach, czasie, zazdrości i zdrowiu, bo nie mają jednego gotowego scenariusza. Monogamiczna para również korzysta, gdy takie sprawy nazywa. Co dla nas oznacza flirt? Czy bliska więź emocjonalna z kimś innym jest dopuszczalna? Jak chronimy czas pary, a jednocześnie prawo każdej osoby do przyjaźni i prywatności? Co robimy, gdy potrzeby seksualne się różnią? Lekcją nie jest więc „otwórzcie związek”, lecz „nie zakładajcie, że partner czyta w myślach”. Druga lekcja dotyczy ograniczonych zasobów. Uczucia nie zdejmują z nas obowiązku uczciwego dzielenia czasu, opieki, pieniędzy i odpowiedzialności za dzieci. Trzecia to zdolność renegocjowania umowy bez udawania, że zmiana potrzeb oznacza automatycznie koniec miłości. Oczywiście działa to w obie strony: relacje niemonogamiczne mogą czerpać z monogamicznego nacisku na stabilność, konsekwencję i ochronę długoterminowych zobowiązań.
- W debacie publicznej niemonogamia bywa mylona z rozwiązłością albo poligamią. Dlaczego język ma tu znaczenie?
- Poligamia oznacza przede wszystkim wielomałżeństwo i jest pojęciem prawnym lub antropologicznym. Poliamoria dotyczy możliwości tworzenia więcej niż jednej uzgodnionej więzi romantycznej; nie jest synonimem swobodnych kontaktów seksualnych. Z kolei konsensualna niemonogamia obejmuje różne praktyki, ale jej warunkiem jest wiedza i zgoda zainteresowanych. Precyzyjny język pozwala odróżnić zjawiska, a język oceniający — „rozpusta”, „puszczalstwo” — zamyka rozmowę i zwiększa wstyd. Jednocześnie normalizowanie nie znaczy idealizowania. Osoby niemonogamiczne mogą kłamać, zaniedbywać i stosować przemoc, tak samo jak osoby monogamiczne. Formy relacji nie są rozpoznaniami klinicznymi ani świadectwem moralnej wartości człowieka. Seksuologia ocenia przede wszystkim zgodę, bezpieczeństwo, dobrostan, brak przymusu i zdolność do odpowiedzialnego funkcjonowania, a nie zgodność życia z jednym obyczajowym scenariuszem.
- Jaką jedną rozmowę warto przeprowadzić dziś wieczorem — niezależnie od tego, czy żyjemy monogamicznie, czy inaczej?
- Zamiast pytać partnera: „Czy mnie kochasz?”, zapytałbym: „Co dla nas znaczy lojalność w praktyce?”. Potem warto doprecyzować: jakie zachowania są wyłączne, co uznajemy za zdradę, ile prywatności potrzebujemy, jak mówimy o zmianie potrzeb, jak dbamy o czas, pieniądze, dzieci i zdrowie seksualne, a także co zrobimy, gdy któreś z nas przestanie czuć się bezpiecznie. Dobra umowa nie jest regulaminem napisanym raz na zawsze. Ludzie się zmieniają, dlatego trzeba do niej wracać — spokojnie, nie dopiero po kryzysie. Najdojrzalsza relacja nie jest tą, w której nigdy nie ma zazdrości, różnicy potrzeb czy pokusy. Jest nią relacja, w której można o tym mówić bez przemocy i upokorzenia, usłyszeć również „nie” oraz brać odpowiedzialność za skutki własnych wyborów. Nie liczba osób rozstrzyga o jakości więzi. Rozstrzyga sposób, w jaki te osoby są traktowane.
- Dziękuję za rozmowę.
Zadanie współfinansowane z budżetu powiatu krapkowickiego.


Napisz komentarz
Komentarze