Widoczny z wielu kilometrów czarny dym i telefony na numer alarmowy. W poniedziałkowy wieczór mieszkańcy Zdzieszowic i okolic z niepokojem obserwowali sytuację nad miejscowym zakładem przemysłowym. Na miejsce skierowano siedem zastępów straży pożarnej. Służby uspokajają: nie doszło do pożaru, a mieszkańcom nie groziło niebezpieczeństwo.
Niepokojące zjawisko pojawiło się w poniedziałek, 22 czerwca, około godziny 18.16. Nad jednym z największych zakładów przemysłowych w regionie unosiły się gęste kłęby czarnego dymu, a z terenu instalacji miał być nawet widoczny wysoki słup ognia.
Wielu mieszkańców uznało, iż na terenie zakładu mogło dojść do poważnego pożaru lub awarii przemysłowej. Do stanowisk kierowania straży pożarnej oraz na numer alarmowy 112 napływały kolejne zgłoszenia.
Co wydarzyło się w Zdzieszowicach?
Jak ustalono, źródłem dymu nie był pożar. Sytuacja miała związek z uruchomieniem procedur technologicznych po utracie zasilania na terenie zakładu. W efekcie rozpoczął się kontrolowany proces spalania gazów technologicznych, określany jako alternatywny proces spalania.
To procedura bezpieczeństwa stosowana w zakładach przemysłowych, gdy konieczne jest szybkie i bezpieczne odprowadzenie nadmiaru gazów z instalacji.
Starosta uspokaja mieszkańców
Do sytuacji odniósł się starosta krapkowicki Maciej Sonik, który po rozmowie z dowodzącym działaniami strażaków przekazał ważny komunikat.
– Dla wszystkich, którzy widzą ciemną chmurę nad Zdzieszowicami – nie ma pożaru ani zagrożenia. Uruchomił się proces technologiczny z powodu utraty zasilania. Jednostki PSP, OSP i zakładowej straży pożarnej nie musiały podejmować interwencji – poinformował starosta.
To nie jest katastrofa przemysłowa
Do sprawy odniosły się również władze Gminy Zdzieszowice. W oficjalnym komunikacie poinformowano, że źródłem widocznej nad miastem ciemnej chmury była awaria systemu zasilania na terenie koksowni ArcelorMittal Poland. W związku z tym uruchomiono przewidziane procedury awaryjne związane z procesem technologicznym. Urzędnicy podkreślili, że nie doszło do pożaru ani katastrofy przemysłowej, a według aktualnych informacji nie występuje zagrożenie dla mieszkańców. Sytuacja jest na bieżąco monitorowana przez służby i odpowiednie instytucje, które w razie potrzeby mają przekazywać kolejne komunikaty dotyczące rozwoju wydarzeń.
Strażacy monitorowali sytuację
Mimo że zdarzenie nie wymagało prowadzenia akcji gaśniczej, na miejscu pojawiło się siedem zastępów Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczych Straży Pożarnych. Ich zadaniem było monitorowanie sytuacji i zabezpieczenie terenu.
Według informacji przekazywanych przez służby działania zakończyły się jeszcze przed godziną 19.00. Na miejscu działali strażacy z JRG Krapkowice, OSP Jasiona, OSP Krępna, OSP Rozwadza i OSP KSRG Żyrowa.
Czy doszło do skażenia powietrza?
To pytanie najczęściej pojawiało się wśród mieszkańców obserwujących dym nad Zdzieszowicami. Jak wynika ze wstępnych danych ze stacji monitoringu jakości powietrza, nie odnotowano nagłego i znaczącego pogorszenia parametrów powietrza w czasie występowania zjawiska.
Służby podkreślają, że sytuacja była stale kontrolowana, a procedury zastosowane przez zakład miały charakter zabezpieczający.
Zdzieszowice: Co było przyczyną?
Według dostępnych informacji uruchomienie procesu spalania gazów miał nastąpic po utracie zasilania części instalacji technologicznej. Dokładne okoliczności zdarzenia są analizowane przez służby techniczne zakładu.


Napisz komentarz
Komentarze