Sporo działo się w meczu żywocickiego LZS-u w Reńskiej Wsi. Dwie czerwone kartki i pięć goli, w tym ten decydujący w doliczonym czasie gry, dostarczyły wielu emocji zebranym na trybunach kibicom obu zespołów.
Po kwadransie gry wydawało się, że losy spotkania zostały przesądzone. Żywocice prowadziły na boisku miejscowego Śląska różnicą dwóch bramek, a gospodarze na dodatek stracili obrońcę, który już po pierwszej akcji meczu ukarany został czerwoną kartką. Mimo tak znakomitego początku podopieczni trenera Adama Gondka nie zdołali jednak sięgnąć po punkty. Miejscowi nie dość, że odrobili dwubramkową stratę, to w drugiej minucie doliczonego czasu zadali cios na miarę trzech punktów.
Pojedynek rozpoczął się od „akcji ratunkowej” Bartosza Szczepańskiego, za którą arbiter słusznie wyrzucił z boiska defensora Śląska. 120 sekund później goście fetowali zdobycie pierwszej bramki, a tym który znalazł sposób na pokonanie golkipera gospodarzy bezpośrednio z rzutu wolnego był Bartosz Jamkowy. Kilka minut później pomocnik LZS-u powtórzył swój wyczyn ze stałego fragmentu kompletując dublet i było 2-0 dla naszego zespołu. Wydawało się, że grając jednego więcej, przy bardzo dobrym wyniku nic złego Żywociczanom stać się nie może. A jednak.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze