Remis z niepokonanym mistrzem, dziewięć goli wbitych czwartej drużynie ligi i miejsce w górnej połowie tabeli. Drugi sezon z rzędu w klasie A pokazał, że LZS Żywocice na dobre zadomowił się w czołówce i potrafi napsuć krwi każdemu rywalowi.
Nie wszystkie historie piłkarskie zapisuje się złotymi zgłoskami za sprawą mistrzowskich tytułów. Niektóre budują swoją wartość charakterem, ambicją i meczami, które na długo pozostaną w pamięci kibiców. Taki właśnie był sezon 2025/2026 w wykonaniu piłkarzy LZS-u Żywocice. Drużyna prowadzona przez Adama Gondka rozgrywki grupy 4 w opolskiej „serie A” zakończyła na szóstym miejscu w stawce czternastu zespołów. Bilans 11 zwycięstw, 5 remisów i 10 porażek pokazuje, że był to sezon pełen wzlotów, ale i chwilowych upadków. No i przede wszystkim sezon, w którym Żywocice udowodniły, że nikomu nie zamierzają schodzić z drogi. Najlepiej przekonał się o tym hegemon ligi z Racławiczek. Dla większości rywali team Tomasza Matyska był niczym rozpędzone pendolino, którego nie dało się zatrzymać. W 26 ligowych spotkaniach drużyna ta nie zaznała smaku porażki, a po inauguracji wygrała każde kolejne starcie. Wyjątek stanowił tylko jeden mecz… ten pierwszy, rozegrany w Żywocicach. Na inaugurację rozgrywek kibice zgromadzeni na Wer Arenie obejrzeli widowisko zakończone remisem 2-2. Jak się później okazało, był to jedyny moment w całych rozgrywkach, gdy mistrz nie zainkasował kompletu punktów. Z lekkim przymrużeniem oka można więc powiedzieć, że wszyscy szukali sposobu na lidera, ale tylko Żywocice znalazły „instrukcję obsługi”.
To tylko część artykułu... Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]


Napisz komentarz
Komentarze